Przejdź do głównej zawartości

Apel do właścicieli psów


Chciałam dziś poruszyć temat naszych psów a raczej ich właścicieli. Miał to być wpis przyjemny i optymistyczny. Niestety po tym co mnie dziś spotkało podczas biegania z moim psem, chciałabym zaapelować  do właścicieli psów o więcej rozsądku i empatii a przede wszystkim aby nie byli obojętni na krzywdę innych. Oczywiście większość ludzi, którzy posiadają czworonogi to otwarte i pozytywne osoby ale... zawsze znajdą się czarne owce. O czym poniżej.


Moim zdaniem właściciele psów dzielą się głównie na 2 typy. Pierwszy typ to ludzie, którzy ze swoim psem/psami spędzaj czas poza domem, mam tu na myśli spacery, bieganie i inne sporty. Umieją się zachować w miejscu publicznym czyli najzwyczajniej w świecie panują nad swoim psem. Dbają o swoje psiaki.

Do drugiej grupy właścicieli psów zaliczam osoby, które nie zajmują się nimi w ogóle, często trzymają w o wiele za małych boksach lub o zgrozo na łańcuchu przy budzie lub psy biegają gdzie chcą po całej miejscowości. Sądzę, że każdy biegacz doświadczył ucieczki przed kundelkiem, który nagle wybiega nie wiadomo skąd i ma za cel życiowy dziabnąć biegacza. U nas na Woli w miejscu, gdzie droga kończy się w lesie i jest mniej uczęszczana takie incydenty są nagminne. Nie ważne czy biegniesz, idziesz z psem lub jedziesz na rowerze, zgraja małych kundelków zawsze Cię dopadnie. Nie wiem czym kierują się właściciele tych psów wolno biegających po szosie. Dodam, że raz taki mały pies mnie ugryzł. Jednak to co dzieje się u mnie na wsi i co ludzie robią tym biednym czworonogom to temat na inny post.


Dziś chciałam Wam napisać co mnie spotkało i w sumie zapytać jak walczyć z takim chamstwem. Do rzeczy. Postanowiłam pobiegać z psem, gdy ją biorę często biegnę ścieżkami, drogami polnymi i leśnymi mało uczęszczanymi aby mogła biec sama a nie na smyczy. Dodam, że mój pies jest bardzo grzeczny, nie rzuca się na inne psy, na zwierzęta w lesie również, w sumie to ona boi się własnego cienia ;) Przy mojej tradycyjnej drodze znajduje się duży teren gdzie jest hodowla ryb, można sobie przyjechać i kupić karpia na Święta, czego już nigdy nie zrobię. Furtka do tej hodowli jest zawsze otwarta na oścież a za nią... wilczur biegający luzem. Pies teoretycznie może kiedy chce wybiec i iść gdziekolwiek. Raz już mojego psa zaatakował, więc unikałam przechodzenia bezpośrednio przy bramce. Dziś wybrałam inną drogę do lasu, która wiedzie nieopodal wejścia do tej hodowli ale na tyle daleko, że ten pies nas już nie atakował, aż do dziś... Wspomnę również, że spacerując czy biegając tymi nie ugorami wiele razy zastanawiałam się do kogo należą bo nie widać aby tymi terenami ktoś się zajmował ani też nie są w żaden widoczny sposób oznaczone, np. "teren prywatny, zakaz wstępu". Widoczne są tylko ścieżki wydeptane przez ludzi czyli jak mniemam właścicielowi/właścicielom to nie przeszkadzało. Wracam dziś do domu i widzę, że na te pola wychodzą jacyś ludzie (dwóch mężczyzn i kobieta z dwójką dzieci), popatrzyłam czy nie mają psa. Psa nie wypatrzyłam, więc spokojnie biegłam dalej i nagle w/w wilczur wybiega zza ogrodzenia i rzuca się na moją Jessy. I wiecie co, ja wiele rozumiem ale nie rozumiem braku jakiejkolwiek reakcji ze strony tych dwóch mężczyzn, którzy stali obok. Biegałam jak głupia aby odgonić psa atakującego a Ci stali i nic, pomimo, że psy biegały miedzy nami. Obok były małe dzieci i zero reakcji a to był właściciel tego psa. Nie umiem pojąć jak można być takim chamem. W końcu Jessy uciekła a ja pobiegłam za nią i na odchodne usłyszałam, że to teren prywatny i mnie tu ostatni raz widział, zero słowa przepraszam, żadnej skruchy i jakiejkolwiek reakcji. 


Pomimo wielkiego stresu jaki przeżył mój pies widzę w tym zdarzeniu pozytywne strony. Po pierwsze dowiedziałam się do kogo należy część tych nie ugorów i dowiedziałam się jakim bufonem jest właściciel. Mam ogromny żal za taką znieczulicę, do tego były tam dzieci. Jeśli ten wielki właściciel polny ma za nic innych ludzi i psy ok ale swoje wnuki/dzieci? Jestem potwornie oburzona. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś takim. Różne są psy ale jakie one są w dużej mierze zależy od właściciela.
Miał być apel do posiadaczy psów a będzie do każdego. Co zrobić w takiej sytuacji? Owszem byłam na terenie prywatnym ale zupełnie nieoznaczonym, więc tak na prawdę nie wiem gdzie zaczyna się a gdzie kończy. Dzwonić na policje, straż miejską? Utarczki słowne w takiej sytuacji nie mają sensu. Mieliście kiedyś takie niemiłe zdarzenia? Co wtedy zrobiliście?

Zdjęcia wykonane podczas jednego ze spacerów.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy bieganie jest obciachowe?

Tak sobie czytam co piszecie w internetach i odnoszę wrażenie, że zamiast cieszyć się bieganiem to wpadacie w dołek. Należę do kilku grup biegowych, czytam komentarze i posty innych osób w różnych miejscach, rozmawiam z ludźmi na zawodach i odnoszę często wrażenie, że prawie przepraszacie za to, że zrobiliście wolny trening albo przebiegliście "tylko' 3 km. Takich wpisów przepraszających jest mnóstwo. Czego jeszcze się wstydzicie? Czytajcie dalej.

Co się zmienia po ślubie?

Minął pierwszy miesiąc naszego wspónego oficjalnego związku. Och ach, można by napisać ale nie napiszę. Ja dziś nie zupełnie o pożyciu małżeńskim chciałam napisać. Naszła mnie taka reflekacja o gościach weselnych.

Nie daj się zimie - biegaj!

Niby prosty post a ja już trzeci raz piszę wstęp. Mam problem z tytułem i dokładnym zdefiniowaniem przeze mnie słowa "zima". Od kilku lat pory roku, z tymi kalendarzowymi mają coraz mniej wspólnego. Zima nie kojarzy się już z wielkimi mrozami i śniegiem, bardziej za tęsknotą za białym puchem. Zajmijmy się zatem bieganiem w niskich temperaturach, powiedzmy poniżej 0 st bo właśnie tej temperatury ludzie boją się najbardziej. A ja napiszę Wam, że groźniejszy jest lód niż - 10 st. I takim oto wstępem zapraszam do czytania dalej.