Przejdź do głównej zawartości

Moje kulinarne zakupy, cz. I



Prawie każda kobieta uwielbia zakupy. Ja nie będę w tej kwestii wyróżniać się z tłumu i powiem Wam, że również uwielbiam tą czynność. Jednak muszę dodać małe ALE, największą frajde sprawiają mi nowe rzeczy, które wykorzystam w kuchni. Ciuchy oczywiście też lubie kupować ale z tego nic nie ugotuje ;) Każda osoba, która lubi gotować zgodzi się ze mną, że w kuchni wazniejszy od wypasionego garnka czy miksera jest smak. Możemy go dowolnie kształtować dzięki przyprawom. Dziś właśnie chcę Wam pokazać co nowego znalazło się u mnie na półce. Niektóre przyprawy są dobrze znane a część (przynajmniej dla mnie) jest zupełnym zaskoczeniem. Zapraszam!
  
1. Długi pieprz.
Jest dla mnie największym zaskoczeniem. Gdy poszłam z myślą kupienia czegoś nowego, nie spodziewałam się, że kupie pieprz i to jeszcze taki. Spotkaliście się już kiedyś z nim, gdziekolwiek? Ja pierwszy raz go zobaczyłam i od razu postanowiłam kupić. Aby go użyć wystarczy zetrzeć na tarce, jak gałke muszkatołową. Zastosowanie ma takie samo jak pieprz czarny czy biały. Jego dodatkową nie kulinarną zaletą jest ciekawy wygląd. Możecie go włożyć do małego słoiczka i położyć w widocznym miejscu w kuchni. Na pewno większość osób zwróci na niego uwagę ;) 


2. Asafetyda.
Ciężka nazwa, która kompletnie nie wskazuje co to może być. Właśnie czytam o tej dziwnej przyprawie i dowiedziałam się, że w Polsce nazywana jest czarcim łajnem lub smrodzieńcem. Coś w tym jest, ponieważ jej zapach to coś między sproszkowaną cebulą a czosnkiem. Jest bardzo intensywna, dla niektórych może śmierdzieć. Jeżeli lubicie kuchnie indyjską to na pewno znajdziecie dla niej zastosowanie. Sprzedawca zapewniał mnie, że ten niepryjemny zapach niknie podczas gotowania.
UWAGA: tej przyprawy nie poleca się kobietom w ciąży, karmiącym i małym dzieciom.


3. Galangal mielony.
Jest podobny do imbiru ale jego aromat jest o wiele intesywniejszy. Nie wsadzajcie nosa tak jak ja do opakowania bo możecie się nie miło zdziwić. Wystaczy, że otworzycie opakowanie i będziecie już wiedzieć jak on pachnie. Najbardziej intryguje mnie właśnie ta przyprawa. Niby imbir a nie imbir. Zrobiłabym przy użyciu galangalu ciasto korzenne. To może by strzał w dziesiątkę.
W internecie wyczytałam, że jest stosowany w kuchni tajskiej, w szczególności do zupy tom gha kai. 


4. Papryczki tabasco żółte.
Tych małych pięknych papryczek chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Chociaż zapewne większość z Was, słowo "tabasco" będzie kojarzyć z pikantym sosem. Z tych papryczek też sobie sami możemy taki zrobić. Jeśli jesteście fanami pikatnych potraw nie może ich zabraknąć w Waszej kuchni. Nadadzą się do zup, sosów, mięs, zapiekanek, dipów, dań jednogarnkowych. Ogranicza Was tylko wyobraźnia.


5. Jalapeno czerwone.
Tych papryczek również nie trzeba nikomu przedstawiać. Są to jedne z bardziej popularnych pikatnych przypraw, ogólno dostępne. Ja mam je w wersji tzw. płatków. Tutaj również macie duże pole manewru, jeśli chodzi o ich wykorzystanie. Każda potrawa wzbogacona tą przyprawą od razu nabierze pikantności.
Jeśli jednak macie problemy z wątrobą lub nie lubicie pikatnych potraw, nie radzę stosować nr 4 i 5. W razie potrzeby aby sobie ulżyć napijcie się mleka (najlepiej tłustego) lub alkoholu.


Przygotowałam już pierwsze danie z moich kulinarnych zakupów. Przepis wrzucę wkrótce a dziś tylko mała zajawka ;)



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy bieganie jest obciachowe?

Tak sobie czytam co piszecie w internetach i odnoszę wrażenie, że zamiast cieszyć się bieganiem to wpadacie w dołek. Należę do kilku grup biegowych, czytam komentarze i posty innych osób w różnych miejscach, rozmawiam z ludźmi na zawodach i odnoszę często wrażenie, że prawie przepraszacie za to, że zrobiliście wolny trening albo przebiegliście "tylko' 3 km. Takich wpisów przepraszających jest mnóstwo. Czego jeszcze się wstydzicie? Czytajcie dalej.

Nie daj się zimie - biegaj!

Niby prosty post a ja już trzeci raz piszę wstęp. Mam problem z tytułem i dokładnym zdefiniowaniem przeze mnie słowa "zima". Od kilku lat pory roku, z tymi kalendarzowymi mają coraz mniej wspólnego. Zima nie kojarzy się już z wielkimi mrozami i śniegiem, bardziej za tęsknotą za białym puchem. Zajmijmy się zatem bieganiem w niskich temperaturach, powiedzmy poniżej 0 st bo właśnie tej temperatury ludzie boją się najbardziej. A ja napiszę Wam, że groźniejszy jest lód niż - 10 st. I takim oto wstępem zapraszam do czytania dalej. 

Co się zmienia po ślubie?

Minął pierwszy miesiąc naszego wspónego oficjalnego związku. Och ach, można by napisać ale nie napiszę. Ja dziś nie zupełnie o pożyciu małżeńskim chciałam napisać. Naszła mnie taka reflekacja o gościach weselnych.