Przejdź do głównej zawartości

Jak rozszerzam dietę Dianie?



Chyba najwyższa pora coś o tym napisać bo pojawiają się przepisy z tajemniczą końcówką w tytule "+ Diana". Znaczy to tylko tyle, że oprócz przepisu na konkretne danie dla dorosłych czy też starszych dzieci, pokazuję również jak je przekształcam dla mojego niemowlaka. 
Na początku temat rozszerzania diety był dla mnie ciężki i nie wiedziałam z której strony się za to zabrać. Oczywiście wiedziałam, że trzeba powoli wprowadzać po jednym produkcie, najlepiej wszystko zblendowane. Czytałam również o metodzie BLW ale jakoś mnie nie przekonywała i w sumie Diany też. Mimo to, że wiedziałam jak to robić to jednak nie wiedziałam... Wydawało mi się to jakieś abstrakcyjne aż do momentu zakupienia pewnego e-booka. 

Na pewno w którymś poście już pisałam o MamieLekarz i to właśnie jej e-book'a o rozszerzaniu diety postanowiłam kupić. Wiem, że po ostatniej aferze w roli głównej z autorką tej publikacji jej wiarygosność spadła ale może nie zostały również w nim złamane żadne prawa autorskie... W każdym razie e-book jest poprawny i w sumie po przeczytaniu jednego zdania olśniło mnie. Nie będę go tu cytować bo musiałabym go szukać specjalnie ale chodziło o to, że dziecko wprowadzamy do naszej kuchni, więc niech je razem z nami i to co my. Oczywiście w granicach rozsądku bo piekielnie ostre burrito może niekoniecznie będzie dobre dla niemowlaka. Co mi jeszcze pomogło to to, że Pani Dominika opisała wszystkie składniki i okazuje się, że nasze dziecko nie musi jeść tylko papki z marchewki ale jeśli nie wykazuje alergii na dany produkt to wprowadzajmy kolejne, miksujmy je ze sobą. 




U nas na początku szło to wszystko topornie ale pewnie jak u większości z Was. Dianka musiała się przyzwyczaić do nowych smaków, w ogóle, że coś ma inną konsystencję niż mleko. Jednak jak już załapała o co chodzi to gotowanie dla niej zaczęło sprawiać mi ogromną przyjemność. Diana dalej jest w fazie, gdzie je jeszcze ze smakiem co rodzice jej podają, więc korzystam z okazji i gotuję jej a raczej nam. Jak się okazuje nie jest to też jakoś bardzo skomplikowane, trudne ani pracochłonne. Tutaj wystarczą tylko chęci. A jak się postaracie to nawet na wyjazd nie będą Wam potrzebne słoiki sklepowe;) Ja pochwalę się, że Diana jeszcze nie poznała jedzenia z takich słoików, nawet na wyjeździe. Raz tylko dostała owocową papkę od kuzynki i na tym się skończyło i na prawdę nie rozumiem rodziców kupujących takie owocowe przeciery, bo wystarczy widelcem rozgnieść na przykład banana i już a jak będzie większe, pokroić go na kawałki i samo chętnie zje. 





Przejdźmy może do konkretów. Na początku korzystałam z rady Pani Dominiki i mroziłam zblendowane papki z konkretnego warzywa w pojemnikach na lód. Tak, dobrze czytacie. Mojej Dianie na początku wystarczały dwie takie kostki. To jest dobry sposób na zaoszczędzenie czasu oraz miksowanie różnych warzyw ze sobą. Aczkolwiek u nas to zanim na dobre się zaczęło to jakoś zrezygnowałam z tego rozwiązania.

Czym dokładnie kieruje się gotując mojej córce. Przede wszystkim umiarem ;) Jak wyżej wspominałam, Diana na razie nie wykazuje alergii na żaden składnik. 
Po pierwsze gotując zupę, nie doprawiam jej od razu wszystkimi przyprawami. Dodaję zawsze ziele angielskie, liść laurowy, odrobinę soli, paprykę słodką. Gdy nadchodzi moment przyprawienia zupy pieprzem czy pikantnymi przyprawami po prostu odlewam do innego garnka porcję dla dziecka. Proste, prawda? 
Jeśli nie chcesz przelewać zupy do innego naczynia, po prostu daj gościom/domownikom przyprawy aby sami sobie doprawili wedle uznania.
Jeśli boisz się dawać dziecku zupy ugotowanej na mięsie, to od razu gotuj wszystkie składniki dla dziecka osobno, w tym mięso.

Po drugie przestałam używać przypraw o bardzo intensywnych aromatach i smakach jak na przykład asafetyda czy curry. Jeśli używam takich przypraw od razu wrzucam składniki dla dziecka do osobnego naczynia. 

Po trzecie nie wariuję ;) Staram się dawać dziecku więszkość rzeczy, które jem sama, zresztą dzieci w pewnym wieku zaczynają wykazywać duże zainteresowanie tym co jedzą rodzice, więc tak czy siak jędzą z Wami z tego samego talerzu bo przecież macie lepsze. 
Będę pokazywać tutaj to co gotuję dla siebie i Diany, więc dalsze rozpisywanie się nie ma sensu. Pokażę wszystko w praktyce.




Diana jak każdy człowiek ma "swoje" smaki i na razie nie lubi parówek i jajek pod żadną postacią (jajecznica, na twardo/miękko, sadzone). 
Najbardziej smakują jej zupy na bazie buraków, pewnie dlatego, że są słodkie. Bardzo lubi kasze mannę z owocami, tu również najlepsze okazują się banany bo są słodkie. A teraz Was zaskoczę bo Diana je i bardzo lubi jogurty naturalne i maślanki. Zwłaszcza jak idą ząbki chętnie je nabiał bo te produkty są po prostu chłodne. Staram się jej nie uczyć jeść smakowych jogutrów bo sama takich nie jadam. Jeśli mam ochotę na jogurt z owocami, po prostu dodaję je do jogurtu, Wam radzę to samo. Niestety większość produktów, które niby przeznaczone są dla dzieci i mają być zdrowsze, mieć mniej cukru czy chemii mają fatalny skład a ceny z kosmosu. Kiedyś może poświęce się i kupię kilka takich "smaczków" i przeanalizujemy składy. Jeśli kupujecie produkty na ślepo to radzę Wam od czasu do czasu poczytać co tak na prawdę jecie.

Na samym końcu napiszę, że nalezy pamiętać o produktach zakazanych dla małych dzieci, czyli surowe mięso, jaja, ryby, sery pleśniowe i miód. Dużo osób rezygnuje również z krowiego mleka na rzecz roślinnego. Ja na samym początku gotowałam kaszę na napoju ryżowym ale szybko zrezygnowałam i zaczęłam kupować mleko dla dzieci. Nie chce ograniczać jadłospisu dziecka w żaden sposób. Będzie starsza, potem dorosła to będzie decydować sama o tym co je a czego nie.

Jestem ciekawa jak u Was wygląda rozszerzanie diety?



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy bieganie jest obciachowe?

Tak sobie czytam co piszecie w internetach i odnoszę wrażenie, że zamiast cieszyć się bieganiem to wpadacie w dołek. Należę do kilku grup biegowych, czytam komentarze i posty innych osób w różnych miejscach, rozmawiam z ludźmi na zawodach i odnoszę często wrażenie, że prawie przepraszacie za to, że zrobiliście wolny trening albo przebiegliście "tylko' 3 km. Takich wpisów przepraszających jest mnóstwo. Czego jeszcze się wstydzicie? Czytajcie dalej.

Nie daj się zimie - biegaj!

Niby prosty post a ja już trzeci raz piszę wstęp. Mam problem z tytułem i dokładnym zdefiniowaniem przeze mnie słowa "zima". Od kilku lat pory roku, z tymi kalendarzowymi mają coraz mniej wspólnego. Zima nie kojarzy się już z wielkimi mrozami i śniegiem, bardziej za tęsknotą za białym puchem. Zajmijmy się zatem bieganiem w niskich temperaturach, powiedzmy poniżej 0 st bo właśnie tej temperatury ludzie boją się najbardziej. A ja napiszę Wam, że groźniejszy jest lód niż - 10 st. I takim oto wstępem zapraszam do czytania dalej. 

Co się zmienia po ślubie?

Minął pierwszy miesiąc naszego wspónego oficjalnego związku. Och ach, można by napisać ale nie napiszę. Ja dziś nie zupełnie o pożyciu małżeńskim chciałam napisać. Naszła mnie taka reflekacja o gościach weselnych.