Przejdź do głównej zawartości

Jak przeżyć z dzieckiem poza domem - cz. III jedziemy na wycieczkę za miasto



Nasza pierwsza wycieczka poza miejsce zamieszkania była w góry a dokładniej nad Morskie Oko. Mnie bardzo ciągnęło w Tatry a jedyne miejsce dostępne wózkiem było właśnie takie. Uparłam się, że wypcham tam wózek i udało mi się to 2 miesiące po porodzie. Pewnie ludzie patrzyli sie na mojego męża jak na gbura, który nie pomoże kobiecie ale taki był mój cel. Wypchać ją tam samej, bez niczyjej pomocy. Wiecie co było najcięższe? Nuda, tak każdy kto kocha chodzić po górach przyzna mi rację. Droga na Morskie Oko jest strasznie nudna. Drugie co było najgorsze to patrzenie na te biedne konie ciąnące tych idiotów na górę. Jak im nie wstyd? Ludzie z laskami tam wchodzą, wjeżdżają na wózkach inwalidzkich, otyli się wspinają a tu jadą. Strzelałabym do każdego z nich osobna. 
Napisałam co chciałam to teraz przejdźmy do konkretów, jak się przygotować do wyjazdu z niemowlakiem.

Po pierwsze potrzebne będą Wam chęci ;) 
Wybraliśmy już miejsce gdzie chcemy jechać, wiemy, że droga jest dostępna dla wózków to czas się spakować. Jako, że my jechaliśmy w góry w październiku skupiliśmy się na ciepłych ubraniach dla dziecka. Chyba to mnie najbardiej przerażało aby nie zmarzła. My też przygotowaliśmy sobie odpowiednią odżież w góry oraz wygodne buty. 
Jeśli dziecko karmicie tylko piersią to macie problem z głowy. Jeśli przyjmuje pokarmy stałe weźcie ze sobą to co Wasze dziecko lubi w zapasie na cały dzień. My wyruszyliśmy standardowo gdy dziecko było nakarmione więc spokojnie pokonaliśmy drogę do Zakopanego. Tam przed wyjściem na górę również jaąnakarmiłam i zmieniłam pieluchę. 




Ważne! Na parkingu przy TPN macie tylko toi toje, więc wszystkie czynności przy dziecku musimy wykonać w aucie. Jeśli jest zimno, w lecie bez problemu można to zrobić na polu.
Tak swoją drogą, żeby oni tam jeszcze nie postawili toalety z prawdziwego zdarzenia to skandal. Byłabym w stanie nawet 5 zł zapłacić za nią byleby w zimie nie wystawiać gołych czeterech liter.  




Dziecko po jedzeniu zasnęło i spokojnie wyszliśmy na górę, bez stresu, że będzie trzeba się zatrzymać na karmienie. Jeśli udajecie się gdziekolwiek też sobie Wasze zwiedzanie dopasowujcie do pór karmienia waszego dziecka. Wiadomo, że im dziecko starsze i jedzące normalne posiłki tym jest łatwiej ale na razie nasze pociechy są malutkie i to one rządzą. 
W Schronisku nad Morskim Okiem było kolejne karmienie i zmienianie pieluchy. Niestety podjazdu dla osób poruszających się na wózkach nie ma więc wózek trzeba wnieść. Możliwe również, że nie znaleźiśmy takiego podjazdu. W schronisku macie przewijak w ustronnym miejscu, więc spokojnie przebierzecie dziecko. Nie ma oddzielnego pokoju dla mam, więc dziecko musicie karmić na sali albo... gdzie znajdziecie miejsce. Proszę się nie czepiać, że za dużo wymagam od schroniska. Wodę gorącą również dostaliśmy bez problemu i bez kolejki a one bywają tam ogromne. Nakarmieni i odpoczęci wróciliśmy na dół. Powrót nie był już taki super bo Diana nie chciała spać a oglądać, więc trzeba było ją nieść na rękach. Do centrum Zakopanego nie wjeżdżaliśmy bo czekał nas powrót z małym dzieckiem ale tam spokojnie możecie jechać po spacerować. Nie wiem tylko czy wjedziecie na Gubałówkę z dzieckiem. Po drodze zjedliśmy jeszcze obiad i do domu. Powrót również zaplanujcie sobie po karmieniu dziecka aby spokojnie jechać a nie szukać miejsca gdzie możecie to uczynić. Nie wszystkie stacje benzynowe są duże, czyste i posiadają ustronne miejsce dla mamy z dzieckiem. Zawsze  też możecie karmić dziecko w aucie albo na ławce na parkingu. Trzeba sobie radzić na wszystkie sposoby. 




Na co jeszcze warto zwrócić uwagę w takim wypadzie za miasto? Na pogodę, my akurat wstrzeliiśmy się idealnie. Radzę również unikać weekendów, wiem, że nie zawsze się da i są miejsce gdzie zawsze są ludzie ale w tygodniu chociażby będzie mniejszy ruch na drodze.
Nie napiszę Wam aby szukać tylko miejsc dogodnych dla rodzin z dziećmi, za niedługo pokażę Wam miejsca, których  nie znajdziecie w przewodnikach dla rodzin. Poza tym, to że miejsce niby jest dla rodzin z dziećmi nie oznacza, że przypadnie Wam do gustu i rzeczywiście takie jest. Dziecko uczy kreatywności, więc zobaczysz, że da się je przebrać i nakarmić w różnych miejscach i warunkach. Co innego jest dojście w dane miejsce wózkiem. Jednak i na to jest sposób bo są specjalne turystyczne nosidła dla dzieci, jest tylko jedno ALE Wasze dziecko musi je akceptować. Moje nie akceptuje, więc to nam trochę podcina skrzydła i po górach z nią nie pochodzimy. 




Podsumowując:
- sprawdź trasę oraz punkty gdzie możesz się zatrzymać, nakarmić/przebrać dziecko i odpocząć;
- sprawdź pogodę;
- sprawdź dostępność konkretnego miejsca (kiedy jest otwarte, czy jest dostępne dla osósb niepełnosprawnych, czy są promocyjne wejściówki);
- weź ze sobą torbę z rzeczami dla dziecka (link do mojej listy);
- weź ze sobą picie i jedzenie dla siebie, zwłaszcza udając się w góry lub odludne miejsca;
- miej zapas gotówki, do dziś nie wszędzie można płacić kartą;
- weź ładowarkę do telefonu;
- wyjdź z domu gdy dziecko jest nakarmione i przebrane;
- załóż wygodny strój i buty, nie idziesz na pokaz mody tylko na wycieczkę z dzieckiem.

Cała galeria zdjęć na fanpag'u na Facebook'u.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy bieganie jest obciachowe?

Tak sobie czytam co piszecie w internetach i odnoszę wrażenie, że zamiast cieszyć się bieganiem to wpadacie w dołek. Należę do kilku grup biegowych, czytam komentarze i posty innych osób w różnych miejscach, rozmawiam z ludźmi na zawodach i odnoszę często wrażenie, że prawie przepraszacie za to, że zrobiliście wolny trening albo przebiegliście "tylko' 3 km. Takich wpisów przepraszających jest mnóstwo. Czego jeszcze się wstydzicie? Czytajcie dalej.

Co się zmienia po ślubie?

Minął pierwszy miesiąc naszego wspónego oficjalnego związku. Och ach, można by napisać ale nie napiszę. Ja dziś nie zupełnie o pożyciu małżeńskim chciałam napisać. Naszła mnie taka reflekacja o gościach weselnych.

Kruche ciasto z renklodą

Czy wy też macie problem z zapamiętaniem poprawnej nazwy tej śliwki? Dla niewstajemniczonych podpowiem, że łatwiejsza nazwa to ulena. I już do razu lepiej, prawda? Już za kilka tygodni będą dojrzałe i gotowe do spożycia. Niestety ta śliwa jest mało popularna i w wielu hipermaketach tak łatwo jej nie dostaniecie, prędzej na targowikach albo.... na drzewie pod domem. U mnie rośnie ona pod oknem odkąd pamiętam i właśnie dzięki temu ją znam. Zachęcam do spróbowania jej bo w przeciwieństwie do znanych śliw nałęczowskich jest mega słodka i po prostu rozpływa się w ustach. Ja dziś Wam proponuję zrobić z nią najprostsze na świecie kruche ciasto.