Przejdź do głównej zawartości

Nocny bieg premium - Grand Prix Krakowa



Nie wiem czy wiecie ale strasznie boję się lasu nocą, raz biegłam w zimie z kolegą i to nie w nocy ale wieczorem po zmroku i myślałam, że zostanę w tym lesie. Ze strachu ja ledwo co ruszałam nogami, gdy wybiegliśmy z niego dosłownie odetchnęłam z ulgą. Pierwszy raz w życiu strach dosłownie paraliżował mnie. 
Na nocny bieg po lasku Wolskim namówiła mnie koleżanka, ja bardzo lubię wyzwania ale tego się bałam. Raz, że ja jestem ślepa a dwa, że się zgubie lub wywrócę. Upadek już nie jeden zaliczyłam na tamtejszej trasie, więc obawy miałam uzasadnione. A jak w końcu było i czy warto, tego dowiecie się czytając dalej.
Zalety:
- 3 dystanse do wyboru: około 5,6 km, 11 km, 23 km;
- ciekawe, alternatywne trasy w porównaniu do krakowskich biegów ulicznych;
- bieg nocny, więc możesz się sprawdzić w takich warunkach;
- nordic walking;
- brak śmieci czyli mnóstwa niepotrzebnych ulotek;
- miła i szybka obsługa;
- bieg górski w Krakowie;
- piwko na mecie, bez alko ale to zawsze piwko;
- dokładne informacje o samym biegu.
Wady:
- brak pakietu.




Posiłek regeneracyjny:
Dla mnie to co zaproponowali organizaotrzy było ok ale już dla osób biegnących 11 km czy 23  km to jabłko i kilka ciastek to trochę mało. Na mecie czekało piwo bezlakoholowe do wyboru smakowe i standardowe, woda i jabłka. W biurze zawodów można było napić się kawy, herbaty lub wody. Czekały na nas również ciastka. Nie wzięłam sobie nic do jedzenia i jak zobaczyłam te ciasteczka to zdębiałam, liczyłam na coś bardziej treściwego. Wystarczyłaby kanapka, nie musi być gorąca zupa ale bułka byłaby ok. Mimo wszystko ciastka były bardzo dobre :) Mnie łatwo słodkościami przekupić :P
Opłata: tutaj cena była uzależniona głównie od dystansu, im krótszy tym tańszy. Ceny wahały się od 30 zł do 80 zł. Aczkolwiek w pierwszym terminie wszystkie biegi kosztowały tyle samo czyli 30 zł, potem wzrastały już nierównomiernie.

Warto/nie warto
Start/meta: dolny parking do ZOO, ul. Kukułcza
Trasa: 5,0 Cena: 4,0 Atmosfera biegu: 5,0 Medal: 4,0
Średnia ocena: 4,5




Moje krótkie podsumowanie nocnego biegu premium - GPK:
Jak pisałam we wstępie nocne bieganie po lesie nie należy do moich lubianych aktywności. Tu akurat nie czułam strachu z tego powodu, że będę przebywać w lesie w nocy sama, przez obecność innych zawodników. Zaczęła działać również adrenalina. Obawiałam się pogubienia na trasie i wywrotki. Niestety przez moją wadę zwroku biegi górskie a szczególnie zbiegi są moją bolączką. 
Na samym początku oczy musiały przyzwyczaić się do ciemności. Gdy wyruszyliśmy nie było tragedii z widocznością ale start to ciągly bieg pod górkę, nie ma czasu na rozgrzewkę. Od razu z grubej rury. O dziwo biegło mi się dobrze, miałam sporo energii i zapału. Nie wyrwałam jak głupia tylko biegłam spokojnie, równo. Nie musiałam nigdzie podchodzić i tak przebiegłam jakieś 2,5 km. I zaczął się pierwszy ciężki podbieg a raczej podejście. Jednak najgorsze miało dopiero nadejść. Po 3 km zaczął się spory zbieg i napiszę Wam, że spodziewałam się większej masakry, że nic nie będę widzieć a okazało się, że aż tak źle nie było albo tak ślepo. Powoli dałam radę. Ale prowadzenie jakie wypracowałam na podbiegach prysnęło na zbiegach. Takie życie. Mimo wszystko biegło mi się rewelacyjnie, latarkę miałam bardzo dobrze ustawioną, nie pod same nogi ale trochę przed, więc widziałam co jest ten metr przede mną. Tyle wystarczyło. Kolejna rzecz, to moje fenomenalne buty. One są genialne, świetnie trzymają się nawierzchni, kolejny raz im zaufałam i nie zawiodłam się. Tamtej nocy wszystko idealnie współgrało, ciało i głowa. Już nie raz przekonałam się, że bieganie to nie tylko ruszanie nogami, tu ciało z głową musi się schynchronizować i współgrać. Nie za każdym razem to się udaje, czasem biegi na zawodach to rozmyślanie o pierdołach, nogi jedno a głowa drugie. Może dlatego to zespolenie ciała z głową jest takie cudnowne, zaciskasz zęby i lecisz do przodu, nic innego się nie liczy oprócz tego aby dać z siebie wszystko. I ja dałam, nie mam sobie nic do zarzucenia. Pokonałam swoje słabości i udowodniłam sobie, że warto ryzykować. Gdy inni spali albo imprezowali ja pokonywałam swoje słabości i jestem z siebie dumna. 

Mój czas ukończenia biegu na dystansie 5,7 km: 0:51:28



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Endomondo - super sprawa czy gwóźdż do trumny?

Endomondo to wciąż najpopularniejsza aplikacja do mierzenia swoich aktywności fizycznych. Mimo, że każdy producent zegarków sportowych ma swoją, gdzie widzimy o wiele więcej danych to i tak wchodzimy na Endo. Ostatnio więcej słychać o dosyć popularnej Stravie ale nadal nie wysunęła się na prowadzenie. Gdziekolwiek gdy ktoś zapyta na publicznych forach jaką apkę wybrać przoduje Endomondo. Sama z niej korzystam a czy mi pomaga czy przeszkadza o tym dzisiaj.

Jajecznica z boczniakami i młodą cebulką

Jeśli obserwujesz moje InstaStory to doskonale wiesz, że moim hitem od kilku miesięcy są boczniaki. Zaraziła mnie nimi Pani Marta Dymek i moja miłość do nich trwa już kilka miesięcy. Dodawałam je na przykład do zupy ale takie smażone smakują najlepiej. Są bardzo mięsiste, nie robią się takie kapcie jak innne grzyby.

Thulem przez świat czyli recenzja wielofunkcyjnej przyczepki

Najwyższa pora aby napisać co nieco o naszej sportowej przyczepce, która umożliwia mi bieganie z Dianą. Używam jej już ponad pół roku, przebiegłyśmy razem setki kilometrów, więc opinie o niej już mam. Czy mi się sprawdza, czy drugi raz kupiłabym ją znowu a może inną albo wózek biegowy? O jej wadach i zaletach dowiecie się z tekstu.