Przejdź do głównej zawartości

Bieg Kobiet - Zawsze Pier(w)i



To mój drugi start w tym biegu ale jakże inny. Rok temu wystartowałam jakieś 2 miesiące po porodzie. Było zimno, szaro, buro i ponuro. Ten rok to zupełne przeciwieństwo. Wystartowałam z córą i było mega ciepło, nawet za ciepło, jak na bieganie. Trochę się bałam tego startu bo to pierwszy raz kiedy pojechałyśmy zupełnie same, więc teoretycznie na nikogo pomoc nie mogłyśmy liczyć w razie potrzeby. Czy była potrzebna? Odpowiedź w tekście.

Nie będę się ponownie rozpisywać o zaletach tego biegu bo pisałam i nich rok temu. Tu macie link do tekstu.

Jeśli chodzi o wady to też nic się nie zmienia. Najgorsze jest to biuro zawodów, nie można tam wejść z wózkiem. No niby jest dźwig ale czy on jest kiedykolwiek uruchamiany i czy działa to tylko AGH wie. W tym roku wzięłam Dianę na ręce, wózek zostawiłam i poszłam po pakiet, rok temu gdybym była sama byłoby mi ciężko z dwumiesięcznym bobasem. Może rozłożyć wzorem innych namiot na Błoniach i tam wydawać pakiety i zrobić depozyt? W tym roku było ciepło, więc też nie było problemu z tym gdzie i komu zostawić ciuchy przed samym startem. 

Posiłek regeneracyjny: brak. Owoc, bułka czy drożdżówka na mecie byłaby na prawdę OK. Tym bardziej, że po 7 km odczuwamy głód, na pewno sponsor się znajdzie ;)
Opłata: w zeszłym roku były aż 3 pakiety do wyboru w tym roku są 2. Z koszulką podstawową w cenie od 39 zł do 60 zł. Natomiast za pakiet z koszulką premium należało zapłacić od 89 zł do 120 zł. 
Warto/nie warto
Start/meta: Błonia, na wysokości wejścia do Parku Jordana
Moje oceny:
Trasa: 4,0 Cena 4,5 Pakiet: 4,5 Atmosfera biegu: 5,0 Medal i koszulka: 5,0
Średnia ocena: 4,6 



Moje krótkie podsumowanie Biegu Kobiet - Zawsze Pier(w)si:
W sobotę tak mi się nie chciało biec, że coś strasznego. Dawno tak nie miałam. Nie wiem czy to było związane ze stresem, przez to, że pierwszy raz będę z Dianą sama? Niby razem biegamy ale wychodzimy z domu wtedy kiedy nam pasuje a nie dostosowujemy się do kogoś. Do startu wszystko przebiegało sprawnie. Spotkałam koleżankę, więc humor też lepszy. Nie, żebym nie lubiła jeździć na zawody sama (wbrew pozorom taka opcja jest spoko bo skupiasz się na sobie i biegu) ale ucieszyłam się, poszłyśmy na start i ruszyłyśmy. Bieg miał jakieś 7 km i były to najdłuższe moje kilometry i najcięższe od dłuższego czasu. Od początku biegło mi się ciężko. Rzadko się zdarza aby od początku było źle, jest euforia, działa adrenalina i zawsze przez pewien czas niesie nas ten cały fun. Mnie nie dość, że nic nie niosło to jeszcze musiałam pchać Diane :D To mi też sprawiało problem, no nie wiedziałam jak mam biec za tym wózkiem. I tak przez 7 km. 
Na pewno na plus jest to, że nie było takiego ścisku jak na biegu Tesco. Nie zdzierałam gardła krzycząć aby nas ktoś przepuszczał. Nie miałam również zamiaru się z nikim ścigać i od razu wiedziałam, że będę biegła spokojnie. Dobrze wkomponowałyśmy się z Dianką w tłum biegaczy. Biorąc pod uwagę bieg z wózkiem to na prawdę super się biegło.
A teraz napiszę Wam co jest najlepsze. W poniedziałek tak mnie nogi bolały, że czułam się jakbym zrobiła półmaraton a nie 7 km. Ktoś mi może wytłumaczyć dlaczego? Tym bardziej, że w tygodniu poprzedzającym nie miałam ciężkich treningów.

Na sam koniec napiszę Wam jeszcze, że mam więcej szczęścia niż rozumu. Po biegu, gdy odpoczęłyśmy z koleżanką i już się zebrałyśmy do wyjścia słyszę, że jest losowanie nagród i .... pada moje imię i nazwisko. Najpierw zastanawiałam się czy to ja bo przeciez jeszcze niedawno byłam Gaj, potem zastanawiałam się czy nie ma dwóch takich samym Katarzyn a potem ruszyłam pędem z Dianą na rękach pod scenę, po nagrodę. Jak byłam zmęczona i padnięta to nagle dostałam tyle sił, że bieg z dzieckiem na rękach okazał się w ogóle niemęczący. I tu z pomocą przyszła koleżanka bo gdy ja biegłam z Dianą na rękach to ona pilnowała Diany karety. Okazało się, że nagrodami były wspaniałe, biustonosze od sponsora czyli firmy Anita :) Mnie to bardzo ucieszło bo zapewne każda biegaczka wie ile taki porządny biustonosz sportowy kosztuje a tu proszę jest nagroda i do tego profesjonalne dobranie rozmiaru. Nie ważne jak zaczynamy ale ważne jak kończymy i z kim ;) W sumie to ja skończyłam na scenie robiąc striptis :D Tyle się chodziło po klubach i nic a tu wystarczy wyjść na bieg kobiet i już, latają babiszony w stanikach i to na trzeźwo ;) I tym optymistycznym akcentem kończę post i zapraszam na bieg za rok! :)

Nasz czas ukończenia biegu na dystansie 7,10 km: 00:46:46


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy bieganie jest obciachowe?

Tak sobie czytam co piszecie w internetach i odnoszę wrażenie, że zamiast cieszyć się bieganiem to wpadacie w dołek. Należę do kilku grup biegowych, czytam komentarze i posty innych osób w różnych miejscach, rozmawiam z ludźmi na zawodach i odnoszę często wrażenie, że prawie przepraszacie za to, że zrobiliście wolny trening albo przebiegliście "tylko' 3 km. Takich wpisów przepraszających jest mnóstwo. Czego jeszcze się wstydzicie? Czytajcie dalej.

Co się zmienia po ślubie?

Minął pierwszy miesiąc naszego wspónego oficjalnego związku. Och ach, można by napisać ale nie napiszę. Ja dziś nie zupełnie o pożyciu małżeńskim chciałam napisać. Naszła mnie taka reflekacja o gościach weselnych.

Nie daj się zimie - biegaj!

Niby prosty post a ja już trzeci raz piszę wstęp. Mam problem z tytułem i dokładnym zdefiniowaniem przeze mnie słowa "zima". Od kilku lat pory roku, z tymi kalendarzowymi mają coraz mniej wspólnego. Zima nie kojarzy się już z wielkimi mrozami i śniegiem, bardziej za tęsknotą za białym puchem. Zajmijmy się zatem bieganiem w niskich temperaturach, powiedzmy poniżej 0 st bo właśnie tej temperatury ludzie boją się najbardziej. A ja napiszę Wam, że groźniejszy jest lód niż - 10 st. I takim oto wstępem zapraszam do czytania dalej.