Przejdź do głównej zawartości

Co jeść w podróży? Jedzenie dla małych i dużych



Nie wiem jak Wam ale mi wyjazdy na wakacje kojarzą się z domowej roboty kanapkami. Gdy byliśmy mali na każdy wyjazd, dłuższy lub krótszy zabieraliśmy ze sobą bułki. Z czym one były zależało od wyjazdu. Jeśli rodzice zabierali nas na wycieczkę jednodniową to były z wędliną i serem. Jeśli jechaliśmy gdzieś dalej to oczywiście królowały bułki z kotletem. Pewnie wiele z Was to pamięta. Ja jeszcze pamiętam najlepsze bułki z podróży jakie przywozili moi dziadkowie jak wracali z Wiednia. Były to kajzerki z wędliną i masłem, smak pamiętam do dziś. Takich kajzerek jak tam nie było w Polsce, zresztą w ogóle ich nie było, wędlina też jakoś tak wyjątkowo smakowała. A teraz czym się zajadacie? Hot dogami z Orlenu, hamburgerami z Maka albo obiadkami w chłopskich zajazdach. Taaak, sporo zmieniło się od kiedy byłam dzieckiem ale ja Wam pokażę o ile łatwiej teraz możecie przygotować posiłki do podróży dla całej rodziny. Pod względem jedzenia na wyjazdach nawyki z dzieciństwa mi zostały. Oczywiście nie mogę napisać, że nie jadam "na mieście" bo czasem jadam ale jednak wolę te domowe buły z kotletem, a co jeszcze? Czytajcie.

A w czym mam to przewieźć?
Nasze mamy miały na prawdę utrudnione zadanie pod tym względem. Wszelakich plastikowych opakowań nie było a teraz mamy wszystko dostępne i co? I wolimy jeść gotowce. Nie wiem od czego zacząć bo tych udogodnień jest tak dużo.
Zacznijmy od picia. Ciekawe kto z Was używa jeszcze tradycyjnych termosów? Pewnie garstka, zamiast nich pojawiły się kubki termiczne. Jest to bardzo wygodne bo możemy w nich przewieźć zarówno kawę, herbatę ale i na przykład wodę. Gdy na dworze jest zimno noszę w takim kubku sok dziecku i gdy go potrzebuję przelewam do bidonu. Wcześniej nosiłam wodę ciepłą na mleko. Jeśli decydujecie się na kubki to pamietajcie o dwóch rzeczach. Po pierwsze one nie trzymają tyle godzin temperatury co termosy. Po drugie z takiego kubka napijecie się Wy sami, jak w sumie nazwa wskazuje, więc musicie zaopatrzyć się w kilka takich kubków.
Od pewnego czasu pojawiły się również butelki filtrujące wodę, jest to super opcja nie tylko na wyjazdy ale i na co dzień. 
Dla najmłodszych też się coś fajnego znajdzie. Nie wiem czy wiecie ale są butelki z takimi małymi podgrzewaczami. Nie wiem dokładnie jak to funkcjonuje ale są takie cuda, google Wam je znajdzie. 




Picie mamy to teraz jedzenie. Opakowań plastikowych mamy mnóstwo w najprzeróżniejszych kształtach czy wielkościach. Spakujecie spokojnie do nich kanapki, sałatki, obiady czy nawet zupę. Tej ostatniej może nie radziłabym brać na wyjazd, przez przypadek wylejecie i po co Wam to? Oczywiście tak kolorowo być nie może, prawda? Do opakowań plastikowych nie radzę zabierać ciepłego jedzenia, do szklanych owszem. W sklepach zaopatrzycie się w specjalne torby izotermiczne, które przez pewien czas utrzymają odpowiednią temperaturę. 
Dla dzieci też mamy fajne udogodnienia. Diana ma taki mały plecaczek, który jest właśnie torbą izotermiczną, więc mogę jej wziąć obiad, który podam ciepły. Bez kombinowania gdzie podgrzeję gotowy słoik. W sumie to nie wiem czy te sklepowe słoiki się podgrzewa bo ich nie kupuje ale skoro ma być to obiad to chyba na ciepło?
Mam też coś takiego fajnego, co nie wiem jak nazwać :D To jest taki pojemnik, którego jedną część podgrzewacie w mikrofali (tak samo robicie z tymi ogrzewaczami do butelek), wkładacie jedzenie, zamykacie i tu również temperatura jest trzymana przez pewien czas.
Ze sztućcami również nie będzie problemu, prawda? Jeśli jesteście mniej ekologiczni, wystarczą jednorazowe plastikowe, jecie, wyrzucacie i po sprawie. A jeśli jesteście eko, weźcie te których używacie w domu albo zaopatrzcie się w wersję turystyczną. Te wersje turystyczne oczywiście nie są jakieś specjalne ale mają dopasowane opakowania albo z jednej strony mają łyżkę a z drugiej widelec. Całe mnóstwo tego jest, fani biwaków, wycieczek górskich, harcerze, na pewno wiedzą o co chodzi. A reszta zagląda do sklepu turystycznego i też już wszystko wie ;)

Dla małych.
Mamy w co pakować to jeszcze musimy mieć co, prawda? Problem będzie tu polegał na tym co Wasze dzieci jedzą. U mnie sprawdził się kurczak, usmażony saute bo innego Diana nie je. Znaczy nie je takiego w panierce. W podróży zamiast ziemniaków dostała pieczywo, możecie je zastąpić na przykład makaronem. Wszystkie twarde warzywa też będą świetne jak na przykład nieśmiertelna marchewka. To co weźmiecie dziecku na drogę zależy również od jego wieku. Im mniejsze tym więcej zabawy, im starsze mniejszy problem i zawsze można się zatrzymać przy McDonaldzie ;)
U mnie też dobrze sprawdziły się zupy kremy, do tego makaron albo uwielbiane przez moją córkę chrupki kukurydziane. 
Kolejną rzeczą, która się u nas sprawdza to musy owocowe (te sklepowe, o dziwo mają dobry skład i są dobre sama je jem) lub owoce pokrojone w kawałki. 
Diana również lubi jogurty ale nie je tych dedykowanych dzieciom bo ich składy są straszne. Kupuje jej te jogurty bio Bakomy. W sumie kupuje jej jogurty przede wszystkim bez mleka w proszku i wszystkiego co ma E na począku. 
Obecnie nasz turystyczny jadłospis nie jest zbyt urozmaicony bo mam małego niejadka. 




Dla dużych.
Bułka z kotletem jest nieśmiertelna! I na tym mogłabym skończyć temat. Jeśli chcecie urozmaicenia to dodajcie do niej sałatę, pomidora i ser żółty. Tak na prawdę do bułek czy kanapek możecie włożyć cokolwiek lubicie. Jednak jest jedno ALE. Kanapka z kotletem nasyci Was bardziej i na dłużej niż z wędliną.
Zamiast chleba możecie zawinąć wszystko to co lubicie w tortillę. Proponuję usmażyć pierś z kurczaka saute, pokroić w paseczki, dodać pokrojoną paprykę, kukurydzę, ser żółty i gotowe. Zawijacie w sreberko i macie gotowy posiłek.




Jeśli natomiast wolicie coś jeszcze bardziej treściwego przygotujcie sobie obiad. Na taką wyjazdową opcję świetnie nadadzą się wszystkie makarony, kasze i ryż. Oczywiście samego jeść nie musicie. Usmażcie dowolne warzywa, mięso, tofu, dodajcie trochę sosu (np. passaty), połącznie z wyżej wypisanymi węglowodanami i macie gotowy obiad. Na przykład coś takiego. Taką wersje zjecie również na zimno, uwierzcie mi, że się da i jest git. Jem tak od kilku lat w pracy i żyję. 



Do kawki jeszcze by się coś przydało, prawda? Przy małych dzieciach proponuję wszystko co nie jest polane czekoladą. Najlepiej sprawdzą się tutaj drożdżówki. W mojej wolańskiej piekarni są takie z serem i czekoladą albo warkocze ze serem, które idealnie nadają się na wyjazdy, do szkoły czy pracy.  Jeśli macie wprawę i pieczeniu drożdżówek to takie na pewno będą o wiele lepsze niż sklepowe albo domowe ciasto. W każdym razie warto coś słodkiego na dłuższą podróż mieć. 




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy bieganie jest obciachowe?

Tak sobie czytam co piszecie w internetach i odnoszę wrażenie, że zamiast cieszyć się bieganiem to wpadacie w dołek. Należę do kilku grup biegowych, czytam komentarze i posty innych osób w różnych miejscach, rozmawiam z ludźmi na zawodach i odnoszę często wrażenie, że prawie przepraszacie za to, że zrobiliście wolny trening albo przebiegliście "tylko' 3 km. Takich wpisów przepraszających jest mnóstwo. Czego jeszcze się wstydzicie? Czytajcie dalej.

Co się zmienia po ślubie?

Minął pierwszy miesiąc naszego wspónego oficjalnego związku. Och ach, można by napisać ale nie napiszę. Ja dziś nie zupełnie o pożyciu małżeńskim chciałam napisać. Naszła mnie taka reflekacja o gościach weselnych.

Nie daj się zimie - biegaj!

Niby prosty post a ja już trzeci raz piszę wstęp. Mam problem z tytułem i dokładnym zdefiniowaniem przeze mnie słowa "zima". Od kilku lat pory roku, z tymi kalendarzowymi mają coraz mniej wspólnego. Zima nie kojarzy się już z wielkimi mrozami i śniegiem, bardziej za tęsknotą za białym puchem. Zajmijmy się zatem bieganiem w niskich temperaturach, powiedzmy poniżej 0 st bo właśnie tej temperatury ludzie boją się najbardziej. A ja napiszę Wam, że groźniejszy jest lód niż - 10 st. I takim oto wstępem zapraszam do czytania dalej.