Przejdź do głównej zawartości

Jak przeżyć z dzieckiem poza domem - cz. V, lecimy samolotem


Strasznie się bałam lotu z dzieckiem ale postanowiłam zaryzykować i zarezerwowałam lot tam gdzie już dawno chciałam polecieć. A jak już wykupiliśmy wakacje to oprzytomniałam, że przecież lecimy z dzieckiem to może jakiś krótki lot a nie do razu  5 godzin, no szalona Katarzyno! Zastanawiałam się kto zwariuje w tym samolocie pierwszy i czy czasem nie będzie czekał nas wcześniejszy desant bo pasażerowie będą mieli nas serdecznie dość. Piszę jednak ten post, więc jak widać udało się dolecieć i wrócić a Wam napisze co i jak.
W sumie to nie wiem od czego zacząć... Jak się przygotować do lotu? Najpierw zachowajcie spokój, tylko on może Was uratować ;) A tak na serio to panika jest zbędna. Ja w sumie najbardziej przejmowałam się zachowaniem dziecka w samolocie do czego dojdziemy na samym końcu. 
Najpierw napiszę Wam co powinniście wiedzieć decydując się na lot z wózkiem. Na większości lotnisk możecie oddać wózek bezpośrednio przed wejściem do samolotu, nie przy odprawie bagażowej. Co wam polecam bo zmniejszycie ryzyko uszkodzenia wózka. Niestety nam wózek w drodze powrotnej nie został wydany, został przetransportowany razem z pozostałymi bagażami i został minimalnie uszkodzony. Niestety nie na tyle aby się ubiegać o odszkodowanie bo stara jest minimalna ale jest.
Pewnie zastanawiacie się co z jedzeniem dla dziecka? Otóż możecie je wziąć ze sobą na pokład ale oczywiście musicie pokazać co tam macie. My mieliśmy w dwie strony gorącą wodę w bidonie dla Diany i nikt nie kazał nam jej wylewać. Na Maderze dodatkowo takie wodne substancje były sprawdzane w jakiejś maszynie. Pewnie zapaleni podróżnicy wiedzą o czym tu piszę. Tam również pierwszeństwo przejścia przez kontrole miały osoby z dziećmi i starsze. Przed wejściem do samolotu obsługa samolotu nawet krzyczała, że najpierw dzieci i osoby starsze a potem cała reszta. To miłe. Na Maderze nie musieliśmy również rozkręcać całego wózka, co miało miejsce w Pyrzowicach. Celniczka po prostu sprawdziła go sama i tyle. To też było dużym ułatwieniem. 



Przy starcie samolotu radzę dać dzieciom pić lub gumę do żucia dla większych. Aczkolwiek przy starcie nie zatykało mi uszów gorzej było z lądowaniem. Dianie na szczęście nic się nie działo albo działo a ona po prostu dzielnie to zniosła. Za to mi totalnie zatkało uszy i głowa mnie bolała. 

Chyba najlepszą radą jaką mogę Wam dać na przetrwanie z dzieckiem w samolocie to wybieranie przelotów w nocy. Nam się trafiło jak ślepej kurze ziarno, ponieważ wycieczka była rezerwowana w listopadzie a lot w marcu. Jednak jeśli wykupujecie coś niedługo przed wylotem zwróćcie na to uwagę. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że dzieci po prostu prześpią lot. W drodze powrotnej leciała z nami dwójka starszych dzieci i z tego co słyszałam a raczej nie słyszałam to pewnie też spały. Dodatkową zaletą lotów w nocy jest taka, że nie tracicie dnia na podróż. Owszem jesteście zmęczeni ale jakoś to przetrwacie i będziecie się cieszyć nowym miejscem. 

Gdyby jednak Diana nie spała to wzięłam jej na drogę książeczki, coś do pisania i zeszyt po którym mogłabym malować. Zabawki jakie weźmiecie dla dziecka zależą od tego co ono lubi. U nas zawsze jest książeczka, jakieś pisadło i lala, komórką dziecka nie zabawiamy, z resztą w samolocie ciężko byłoby go używać.

Nie wiem jak Wy podchodzicie do sprawy tłumaczenia dziecku na przykład tego, że gdzieś jedziecie albo nie tłumaczenia tylko wrzucania go do auta i heja. Ja od początku zawsze mówiłam Dianie lub tłumaczyłam co ma nastąpić albo gdzie idę i kiedy wrócę. Przed wylotem również kilka razy jej cały plan omawiałam. Mówiłam, że polecimy tym wielkim samolotem co lata nad naszym blokiem a wcześniej obudzimy ją w nocy, weźniemy do auta i tak dalej i tak dalej. Możecie się śmiać, że po co takim malutkim dzieciom tłumaczyć ale u mnie się to sprawdza a dzieci bardzo dużo rozumieją. Spróbujcie sami. Im poważniejsza rzecz tym więcej opowiadania o tym co się wydarzy. Dzieciaki kumają więcej niż nam się wydaje a czasem ich zły humor wynika właśnie z tego, że nie wiedzą co się będzie działo z nimi. 



Miałam Wam napisać o tym jak zachowywała się Diana w samolocie. Rozczaruje Was ale nie będzie dużo pisania bo obie strony przespała. W stronę Madery zasnęła jak samolot wzbijał się w powietrze a z powrotem jak tylko przyspieszył. Po prostu padła. Taaak, moje dziecko jest kochane, wiem o tym :) Ona oba loty przespała praktycznie całe. Tego Wam też wszystkim życzę :) 

Podsumowując:
- pierwszy lot wybierz w miarę krótki;
- zaplanuj lot nocą;
- weź ulubione zabawki dziecka;
- opisz dziecku wszystko co go czeka ze szczegółami;
- zachowaj spokój;
- myśl optymistycznie :)

Pozostałe teksty z serii jak przeżyć z dzieckiem poza domem:
Część I - jesteśmy na wsi.
Część IV - jedziemy do UE.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Endomondo - super sprawa czy gwóźdż do trumny?

Endomondo to wciąż najpopularniejsza aplikacja do mierzenia swoich aktywności fizycznych. Mimo, że każdy producent zegarków sportowych ma swoją, gdzie widzimy o wiele więcej danych to i tak wchodzimy na Endo. Ostatnio więcej słychać o dosyć popularnej Stravie ale nadal nie wysunęła się na prowadzenie. Gdziekolwiek gdy ktoś zapyta na publicznych forach jaką apkę wybrać przoduje Endomondo. Sama z niej korzystam a czy mi pomaga czy przeszkadza o tym dzisiaj.

Jajecznica z boczniakami i młodą cebulką

Jeśli obserwujesz moje InstaStory to doskonale wiesz, że moim hitem od kilku miesięcy są boczniaki. Zaraziła mnie nimi Pani Marta Dymek i moja miłość do nich trwa już kilka miesięcy. Dodawałam je na przykład do zupy ale takie smażone smakują najlepiej. Są bardzo mięsiste, nie robią się takie kapcie jak innne grzyby.

Zapiekana molwa pod jajeczną chmurką

Ciekawe ile z Was wie co to jest molwa? Ja do niedawna też nie wiedziałam. Jeśli mam wybór między produktem nie znanym a znanym, zazwyczaj wybiorę ten nowy bo uwielbiam kulinarne eksperymenty. Ten był bardzo udany i tak mi to danie zasmakowało, że będzie równie często gościło na mym stole co makarony. A teraz do dzieła.