Przejdź do głównej zawartości

Wycieczka po swojej okolicy #1



Czasem zamiast wybierać się gdzieś dalej poza miejsce swego zamieszkania warto wyjść z domu na mały spacer po okolicy. Na pewno odkryjecie piękne, dotąd nieznane miejsca warte zobaczenia. Czasem nie widzimy tego co mamy pod samym nosem a zachwycamy się miejscami jakże odległymi. Ja na przykład wychodząc już na balkon widzę w oddali piękny zamek Tęczyn, który postanowiłam  odwiedzić robiąc sobie mały spacer. Was też do tego zachęcam, na pewno nie pożałujecie. Wystarczy Wam osoba towarzysząca, picie, aparat fotograficzny aby uwiecznić zwiedzane miejsca i dobry humor.

Ja zaczynam swoją wycieczkę w Woli Filipowskiej, idziemy skrótem do lasu przez Rysie i  Pasternik. Idąc przykuwa mą uwagę oprócz widoku pięknego zagajnika jeszcze coś. Są to stosy śmieci a raczej worków, nie wiem czy to pobliscy mieszkańcy wyrzucają czy może ktoś przyjezdny, możemy też tu znaleźć mnóstwo toreb po McDonaldzie. To niestety burzy mój piękny widok na las, ale idziemy dalej. Na rozwidleniu skręcamy w lewo na Tenczynek zamiast w prawo na Rudno. Musimy wstąpić do Tenczynka na chwilę, bo mieliśmy mały wypadek. Jednak nie wychodzi nam ta dłuższa podróż na złe, bo postanawiamy wrócić inną trasą prowadzącą, wtedy do wyschniętego stawu Wrońskiego. Jako, że mój towarzysz tam nie był, postanawiam go zabrać. To co ukazuje się naszym oczom jest niewiarygodne. Po stawie Wrońskim został tylko zaschnięty muł i kilka butelek na dnie. Obchodzimy staw i siadamy na chwilę. W tym momencie przyjeżdża wielu ludzi oglądać to co my. Ja jako, że zawsze muszę wszędzie wejść, tym razem planuję pochodzić po dnie stawu. Można tam zauważyć mnóstwo szkieletów ryb ale panujący tam odór uniemożliwia dalsze oględziny. Dziwi mnie, że był on taki płytki i nie ma w mule żadnych kontrowersyjnych rzeczy. Nie wszyscy wiedzą, ale ów staw miał bardzo złą sławę. Jak byłam w podstawówce to opowiadali mi, że tam krowy topią, samochody myją czy konie. Oczywiście z tymi krowami to przesada, ale ludzie przyjeżdżali tam myć swe pojazdy a straż pożarna prawdopodobnie tam pobierała wodę. Pomimo takiej wiedzy nie zabrakło amatorów pływania, co kosztowało niektórych własne życie. Jednak ostatnio stawem zajęło się Koło Wędkarskie z Tenczynka, zarybiono staw. Sielanka jak widać nie trwała długo, bo przyszedł dzień, kiedy to woda z niego zaczęła wypływać. Zaczęła się walka z czasem, ratowano ryby. Po pewnym czasie został z niego tylko muł ze szkieletami ryb. Podobno są plany znów zalania go wodą i zarybienia, ale co z tego będzie zobaczymy.






Ruszamy dalej, teraz już docelowo na zamek. Idziemy lasem i dochodzimy do parkingu dosłownie pod zamkiem. Znajdują się tu liczne ławki, są one odkąd pamiętam. Jak byłam dzieckiem to jeździłam tu z rodzicami i urządzaliśmy sobie pikniki, zresztą ludzie z tego co widać nadal to robią. Teraz czas na wspinaczkę, mamy do pokonania 403 metry. Ale co to dla nas, wychodzimy. Podejście pod zamek nie jest strome, jedynie gdy już naszym oczom ukaże się ta okazała ruina musimy trochę popracować nogami, ale to dosłownie kilka metrów. Idziemy wzdłuż murów do bramy wejściowej, kiedyś tą rolę pełnił barbakan. Ruszamy w stronę dziedzińca. Po drodze mijamy po prawej stronie basteję Grunwaldzką. Gdy wejdziemy do niej, pewnie zaskoczy was jej tragiczny stan. Nazwa jej pochodzi od jeńców krzyżackich trzymanych tu na zamku po bitwie pod Grunwaldem. Świadczy to o tym, jak zamek był potężny w tamtym okresie. Jednak to nie wszystko, nazywano go również „Małym Wawelem”, kto trochę zwiedza zamki wie, że nie są one aż tak ogromne jak Tenczyn. Jest on jednym z większych zamków w województwie małopolskim i jednym z najbardziej „wołających” o pomoc. Pierwsze wzmianki o nim pochodzą z XIV wieku, wzniósł go Andrzej Tęczyński, zabity w 1461 roku przez krakowskich mieszczan. Przyczyną tak tragicznej śmierci było po prostu nie zapłacenie za usługi płatnerza a dodatkowo jeszcze pobicie go. Społeczeństwo postanowiło wymierzyć sprawiedliwość po swojemu. Niestety zamek jak i jego budowniczy nie miał więcej szczęścia. Kiedyś cieszył się wielką sławą, odwiedzali go m.in. Mikołaj Rej, Jan Kochanowski czy król Stanisław August Poniatowski. Niestety historia nie okazała się życzliwa dla niego, został spalony 2 razy i to przyczyniło się zapewne do jego upadku. Pierwszy pożar miał miejsce w 1657r. po potopie Szwedzkim, kiedy to po zabiciu większości mieszkańców zamku i splądrowaniu go w poszukiwaniu skarbów został spalony. Ciekawe czy oni też słyszeli tą legendę co ja: na zamku są ukryte nieprzebrane skarby, ale można je znaleźć tylko 2 razy w roku. W noc Bożego Narodzenia oraz w  Wielkanoc. Kosztowności ukryte są pod kaplicą, ale zdobycie łupu nie jest takie proste, skarbu pilnują diabły, zmienione w wściekłe psy a po zamku krąży cień rycerz. Po ujrzeniu go już się nie wraca…  Kolejny pożar miał miejsce prawie sto lat później, bo 1768r. kiedy to piorun uderzył w zamek. Rok po tej tragedii zamek opustoszał i zaczął popadać w ruinę. Kolejnymi władcami byli Potoccy z Krzeszowic jednak zamek został im odebrany po II wojnie światowej. Obecnie zamek należy do Skarbu Państwa, pod zarządem Gminy Krzeszowice. Rodzina Potockich jednak nie rezygnuje z zamku i walczy o niego oraz o inne posiadłości stracone.
Czas już wracać, idziemy inną teraz trasą przez Rudno. Przychodzimy do domu zadowoleni z odbytej wycieczki i żądni więcej przygód.       








Aktualny dopisek.
Kilka sprostowań tutaj musi paść ponieważ ani staw tak obecnie nie wygląda ani zamek. Staw został ponownie zalany i zarybiony. Jednak to nie wszystko co tam się zmieniło na plus. Powstał chodnik wokół stawu po ktorym można spacerować, jeździć na rowerze, z wózkiem czy hulajnodze. Są wokół również nowe ławki, więc można tam przyjechać, usiąść i na przykład czytać książkę. Dla mnie istotne są również kosze na śmieci bo dzięki nim nie muszę zabierać śmieci ze sobą. Most pomiędzy dwoma akwenami został odbudowany lub zbudowany na nowo i można po nim bez przeszkód spacerować. Staw zyskał również nowego mieszkańca czyli żółwia, próbowałam dowiedzieć się o nim coś więcej, na przykład gdzie zimuje ale nie udało mi się znaleźć takiego info. Na pewno napiszę jeszcze o tym stawie i wtedy postaram się znaleźć stosowne informacje.




Ogromne zmiany zaszły również na zamku Tenczyn. Największa z nich to wiadomość o odzyskaniu obiektu przez rodzinę Potockich. Od wielu lat toczą się również tam prace zabezpieczające ruiny, zostało juz tyle zrobione, że zamek można w powrotem bezpiecznie zwiedzać. Można również ponownie wejść na wieżę Nawojową. Pamiętam z dzieciństwa, że zawsze chciałam tam wejść ale rodzice bali się puścić mnie na górę, obecnie bezpiecznie tam wejdziecie. Diana już ma na koncie dwa wyjścia na wieże. Pierszy raz na rękach taty a drugi już o własnych siłach. O samym zamku również napiszę osobny artykuł bo zasługuje na to i dużo się tam działo i dzieje. Na sam koniec warto dodać, że zaczął być remontowany z  inicjatywy społecznej nie z Państwa. Jak zwykle to zwykli ludzie wyszli z inicjatywą zrobienia czegoś dobrego.




Bardzo jestem ciekawa Waszej okolicy, piszcie i pokazujcie zdjęcia. Idźcie również na spacer i odryjcie ją na nowo :) 

PS - zapomniałam o jednej rzeczy, która nie zmieniła się do dzisiaj. Śmieci w lesie, akurat tam gdzie wspominałam o nich jest mniej. Jednak mimo tego, że świadomość społeczna jest coraz większa aby jednak nie śmiecić, koszy również coraz więcej to zawsze znajda się kretyni, którzy zostawią po sobie syf. Dzikie wysypiska śmieci również są do dzisiaj powszechne. 

 - 




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Endomondo - super sprawa czy gwóźdż do trumny?

Endomondo to wciąż najpopularniejsza aplikacja do mierzenia swoich aktywności fizycznych. Mimo, że każdy producent zegarków sportowych ma swoją, gdzie widzimy o wiele więcej danych to i tak wchodzimy na Endo. Ostatnio więcej słychać o dosyć popularnej Stravie ale nadal nie wysunęła się na prowadzenie. Gdziekolwiek gdy ktoś zapyta na publicznych forach jaką apkę wybrać przoduje Endomondo. Sama z niej korzystam a czy mi pomaga czy przeszkadza o tym dzisiaj.

Jajecznica z boczniakami i młodą cebulką

Jeśli obserwujesz moje InstaStory to doskonale wiesz, że moim hitem od kilku miesięcy są boczniaki. Zaraziła mnie nimi Pani Marta Dymek i moja miłość do nich trwa już kilka miesięcy. Dodawałam je na przykład do zupy ale takie smażone smakują najlepiej. Są bardzo mięsiste, nie robią się takie kapcie jak innne grzyby.

Zapiekana molwa pod jajeczną chmurką

Ciekawe ile z Was wie co to jest molwa? Ja do niedawna też nie wiedziałam. Jeśli mam wybór między produktem nie znanym a znanym, zazwyczaj wybiorę ten nowy bo uwielbiam kulinarne eksperymenty. Ten był bardzo udany i tak mi to danie zasmakowało, że będzie równie często gościło na mym stole co makarony. A teraz do dzieła.