IV Bieg przez Paryż

Fot. Dawid Mazur


Bieganie w Paryżu to sama przyjemność, prawda? Wieża Eiffla, tłumy ludzi znajdujących się pod nią, Pola Elizejskie, Luwr, Katedra Notre-Dame, Sekwana, plac Vendome.... Można by tak jeszcze długo wymieniać, prawda? Ale zaraz, zaraz to nie ten Paryż, znowu mi się wszystko pomyliło. Mój Paryż jest o wiele fajniejszy bo znajduje się tylko 7 km od mojego domu rodzinnego a tak rzadko tam bywam, że musiałam włączyć sobie nawigacje aby na pewno dojechać do celu. Do celu dojechałam. Nawet dwa razy i oto moje wrażenia.

Zalety:
- 2 dystanse do wyboru: 6 km i 12 km + klasyfikacja mundurowi na dłuższym dystansie;
- nordic walking na dystansie 6 km;
- duathlon, 6 km bieg + 18 km rower;
- bieg z przeszkodami dla dzieci;
- trasa w 90% góra/dół, praktycznie brak płaskich odcinków;
- bieg w polskim Paryżu;
- ogromny parking;
- miła obsługa;
- bieg charytatywny;
- stała opłata startowa, która w całości jest przekazana na leczenie Tomka Warzechy;
- piknik po zakończonych biegach;
- brak kolejek do toi toi;
- przesympatyczne osoby z OSP, które kierowały wjazdem na parking;
- ani jednej ulotki w pakiecie.

Wady:
- pewne niedociągnięcia organizacyjne;
- duża opłata za bieg dla dzieci ale jako, że wszystko jest na leczenie, można przymknąć oko;
- mała rozbierzność między plakatem reklamującym bieg a regulaminem i... samym regulaminem;
- bieg dzieci na końcu zamiast na początku;
- kiepsko oznaczona trasa.





Posiłek regeneracyjny: był żurek, taki chyba z woreczka ale za to były w nim kawałki kiełbasy oraz połowa jajka. Jeśli komuś nie smakował można było kupić ziemniaki pieczone, bigos, zapewne kiełbasę z rusztu oraz pyszne ciasta. Babeczki to mistrzostwo i nie wiem kto je piekł ale zrobiłaś/łeś coś genialnego. 
Opłata: opłata startowa była stała dla wszystkich i wynosiła 40 zł. Jak pisałam wyżej za biegi dla dzieci to trochę dużo ale już za bieg na dystansie 12 km i tym bardziej duathlon to na prawdę tanio. 

Warto/nie warto
Start/meta: Nowa Góra - Paryż
Trasa: 5,0 Cena: 5,0 Pakiet: 4,0 Atmosfera biegu: 4,0 Medal: 4,0
Średnia ocena: 4,4






Moje krótkie podsumowanie biegu będzie na samym dole bo... będzie wyjątkowo krótkie.
Skupie się teraz na samej organizacji a raczej na dezorganizacji bo o tym warto wspomnieć. Gdy dobiegłam do mety to dowiedziałam się, że jeden chłopak z 12 km został zdyskalifikowany bo zamiast pobiec drugie okrążenie to przebiegł przez metę i pobiegł dalej. Nikt go nie zatrzymał ani nie poinstruował gdzie ma biec. Możecie napisać, że trzeba było sobie sprawdzić trasę etc. Ja sprawdzałam a do końca nie wszędzie bym wiedziała gdzie pobiec. Poza tym dostawaliśmy różne kolory bransoletek i ja szukałam oznaczeń trasy mojej bransolety. Tak zawsze jest na biegach, jeśli startują dwa dystanse w tym samym czasie. Do tego stoją wolontariusze w takich strategicznych miejscach i patrzą właśnie po kolorach numerów startowych czy wszyscy biegną gdzie mają biec. 





Druga sprawa. Jak napisałam wyżej było sporo jedzenia do wyboru. Ja oczywiście podeszłam od razu do ciast bo u mnie w okolicy często są podawane po zawodach, takie domowe. Zanim się poczęstowałam to mnie zastanowiło czemu ich tyle jest. Pytam zatem czy to dla zaowdników i nastała konsternacja. Bo one są na sprzedać (i spoko bo później i tak kupiłam) i panie nie wiedzą i nie wiedzą kogo się zapytać. W końcu dowiedziałam się co mam zjeść i gdzie. 
Kolejna sprawa to brak wyjazdu po zawodach. Ja biegłam o 11, Diana miała startować o 14, więc jak już wiecie miałam w planie wrócić do domu. Idzie Kasia do auta i słyszy, że droga ma być zamknięta do 14 na amen. Ale zaraz jak to??? No normalnie, prawda :D Napiszę tak, że ja to rozumiem, zwłaszcza jak mają jeździć tędy rowery ale miło by było jakby organizatorzy zakręconym biegaczom o tym przypomnieli. Skończyli biec, jeść, do domu w tej chwili bo zamykamy drogę. Czekać tam na otwarcie drogi 2 godzin nie uśmiechało mi się. Na szczęście udało mi się wyjechać, dosłownie na wielkim speedzie i widziałam, że nie tylko ja tak szybko uciekałam. Przy wyjeżdżaniu zapytałam jak ja tu dostanę się na zawody z córką. Usłyszałam, że mam powiedzieć w jakim celu jadę i zostanę wpuszczona, oczywiście tak nie było. I aby było lepiej to z dwóch stron wjazdowych do Paryża, jak się okazało ustawiły się auta z dziećmmi na zawody. I nie wjedziemy :D No hit. Dlatego pisałam wyżej, że zawody dla dzieci powinny być przed pozostałymi startami. Rodzice nie muszą biec razem z dziećmi a dzieci biegających rodziców nie muszą startować. Poza tym nie było tam żadnych atrakcji dla dzieci i moja Diana od godziny 10:30 do 14:00 zanudziłaby się, czekając na swój start.
Kontynuując dalej temat aut to gdy wystartowaliśmy jakieś auto zostało wpuszczone na trasę. Na prawdę byłam w szoku. Tym bardziej, że kolejny start był 0 12:00, więc ten ktoś udający się na zawody miał aż 55 minut do startu. Oczywiście zakładam, że był to zawodnik.
Wiem rówież, że jeśli robimy zawody w miejscu gdzie prowadzą dwie drogi dojazdowe to ciężko zamykać drogi. 




Teraz czas na moje krótkie podsumowanie trasy/biegu. Była na prawdę spoko, bardzo wymagająca, zwłaszcza na dystansie 12 km, gdzie trzeba było przebiec dwie pętle. Wymagająca dlatego, że wita nas długi, dosyć ostry zbieg, potem długi podbieg, znowu zbieg i praktycznie do końca małe lub większe wziesienia. Jakieś 100 m przed metą jest płasko chyba tylko po to aby wbiec na nią z klasą :D Nasze nogi nie mają praktycznie gdzie odpocząć. Może właśnie dlatego jestem tak bardzo za tą trasą, że nie jest płasko jak na większości ulicznych zawodów. Poniżej pokazuje Wam mój profil trasy, na którym w sumie nie widać nic płaskiego. Jak kogoś znudziły płaskie zawody to za rok może tutaj spróbować swoich sił. Polecam.
Moje nogi zdecydowanie nie są przygotowane na takie wzniesienia. Nie było takiej tragedii jak w Michałowicach ale jakoś dobrze też nie. Dzięki temu startowi wiem nad czym mam pracować, więc nie załamuje się tylko biorę się za robotę.








Swój pierwszy start miała Diana. Podobało jej się, była oburzona, że jeszcze raz nie może pobiec. Jak na razie na tor z przeszkodami jest za mała aby pokonywać go sama (najmłodsza grupa biegła z rodzicami aby pomogli dzieciom) ale bieganie sprawiało jej radość. Jednak ja musiałam też być gdzieś w pobliżu. Jestem z niej na prawdę dumna, wystartowała, dała radę i była zadowolona. Jednej przeszkody nie chciała pokonać, czołgania. Nie zmuszałam jej, pobiegłyśmy dalej, to ma być zabawa, w końcu też Diana nie walczyła o pierwsze miejsce. Oczywiście jak ktoś walczy o miejsce to wiadomo, że trzeba pokonać wszystkie przeszkody ale na razie dla Diany to ma być zabawa a nie stres. Fajnie byłoby jakby każdy rodzic tak do tego też podchodził.

Mój czas ukończenia biegu na dystansie 6,3 km to: 00:43:46


 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © MamaBiegaczka , Blogger