Park Gródek w Jaworznie



Przyjazd w to miejsce zajął mi chyba rok... Piszę chyba bo nie chce się więcej pogrążać, mieszkając od tego miejsca nie całe 30 km. Mam tu bliżej a domu rodzinnego niż do Krakowa. Na szczęście liczy się efekt końcowy czyli w końcu odwiedzenie tych naszych polskich Malediwów. Jakby ktoś nie wiedział, to w Krakowie też już są krakowskie Malediwy. Ja dzisiaj zapraszam po prostu do polskiego Jaworzna a dokładniej do Parku Gródek.

Straszyli w telewizji, że zaleje za ileś tam lat zaleje Malediwy, z polskimi stało się to troszkę niestety szybciej. Zawsze zaczynam pisanie o danym miejscu od małej lekcji historii ale dzisiaj zacznę od czegoś innego. Mianowicie nie wiem czemu my Polacy musimy dowartościowywać nasze cudowne atrakcje turystyczne nazywając je nazwami ich niby zagranicznych odpowiedników. Dlaczego w opisie danego miejsca nie można napisać coś w stylu: Niepowtarzalne miejsce, które przyciąga co roku tysiące turystów czeka aby Cię zauroczyć niesamowitymi kolorami wody, która jest krystalicznie czysta. Brzmi super, prawda? 





Koniec moich wywodów, czas Was zabrać do jaworznickiej/śląskiej Chorwacji lub polskich Malediwów, jak kto woli ;)
Park Gródek w Jaworznie funkcjonuje jako Arboretum od 2019 roku. Arboretum to nic innego jak miejsce gdzie kolekcjonuje się drzewa i krzewy oraz prowadzi nad nimi badania. Wcześniej był tutaj kamieniołom a dokładniej zaklady dolomitowe oraz cementowania. Miejsce to nie ma zachhwycającej historii ale też to nie jest atrakcja historyczna a przyrodnicza i na tym się skupmy.
Park Gródek to dwa duże zbiorniki wodne, Koparki oraz Wydra. Wy zapewne udacie się nad ten drugi. Jeśli nurkujecie to zapewne Koparek nie trzeba Wam przedstawiać. Podczas jazdy autem mój mąż o niczym innym nie mówił tylko o tym Centrum Nurkowym. Wydaje mi się, że może to być super alternatywa dla krakowskiego Zakrzówka. 





W Parku Gródek możecie spędzić godzinę albo nawet i pół dnia, wszystko zależy od tego co chcecie zobaczyć. Jeśli interesuje Was tylko zbiornik Wydra i zrobienie zdjęcia na drewnianych kładkach, jeśli się pośpieszycie to spędzicie tam około 30 minut. Z parkingu do Wydry macie około 1,5 km. Jeśli jednak chcecie zobaczyć Zbiorniki w całej okazałości radzę zarezerowować więcej czasu, ubrać wygodne buty (nie tenisówki, klapki czy buty na obcach), wziąć ze sobą jedzenie oraz picie i obejść to miejsce do okoła. Możliwości macie kilka, ja przedstawie dwie.
Po zaparkowaniu auta przed rondem przy ulicy Jana III Sobieskiego, możecie od razu wejść w las i iść górą. Po około kilometrze wędrówki w górę zobaczycie schody, którymi możecie zejść wprost na łąkę z pomostami. Jeśli macie jednak dzieci, które same nie chodzą odradzam ten wariant. Obejdźcie do okoła Zbiornik Wydrę i spokojnie dojdźcie do niego utwardzoną drogą. Schodów jest sporo i znoszenie lub wnoszenie wózka razem z dzieckiem nie wydaje mi się bezpieczne. Co innego jeśli Wasze dziecko jest w stanie samo wyjść/zejść po tych schodach i wózek wynosicie/znosicie sam. 








Drugi wariant wycieczki, z którego możecie skorzystać macie pokazany w całej okazałości na dole na mapce. Jest to trasa, jaką my poszliśmy. Z parkingu (wtedy jeszcze nie wiedząc o drodze zaczynającej się na nim) udaliśmy się do ronda, gdzie jest oficjalne wejście do Arboretum. Będzie Was tam prowadzić asfaltowa droga aż do łąki przy Zbiorniku Wydra. Po drodze mijacie Zbiornik Gródek, po którym pływają kaczki czekające jak je poczęstujecie czymś dobrym oraz ryby. Nam udało się zobaczyć poodbno białego karpia, ogromny był. Ryb tam pływa mnóstwo, Diana była zachwycona. Jeśli  zboczycie z drogi, będziecie mogli podziwiać pierwszy zbiornik, którego wody mienią się pięknymi kolorami. Przy zbiorniku Wydra, oprócz znanych wszystkim drewnianych kładek czekają na Was ławki oraz altana z wydrą. Jest to idealne miejsce aby usiąśc i nacieszyć oko widokami. Jednak jeśli chcecie powiedzieć WOW, musicie zobaczyć Wydrę z góry. Najlepsze widoki są jakby z naprzeciwka. Czyli musicie stanąć na wprost dwóch Zbiorników. Trzeba zatem obejść Arboretum do okoła. Udając się na górę należy mieć na względzie to, że droga asfaltowa kończy się i nie wszędzie są barierki zabezpieczające przed upadkiem. 
Naszą trasę możecie sobie trochę skrócić bo schody prowadzące na górę/dół macie po dwóch stronach zbiornika. Jak wspominałam my ich unikaliśmy. Jak również widzicie obejście całego miejsca to zaledwie 4 km, więc nie warto kombinować z wnoszeniem wózka razem z dzieckiem. 






Co tutaj jeszcze na Was czeka? Idąc drogą od parkingu najpierw zobaczycie Bacówkę (teraz była pusta, kompletnie nic tam się nie działo). Będziecie mijać również tablice edukacyjne z układem słonecznym. 
Jeśli pójdziecie od strony ronda to zaraz po wejściu do lasu zobaczycie odnogę od drogi, gdzie prowadzi to nie wiem. Są tam również dwa szlaki czerwony i żółty. Żółty jest chyba mało ciekawy a czerwony doprowadzi Was do kolejnego zbiornika wodnego czyli Sosiny.
Jeśli Wam mało zwiedzania i jedziecie z daleka, zastanawiacie się czy warto tu przyjeżdzać tylko po to aby zrobić sobie zdjęcie na drewnianych kładkach to mam jeszcze dwie albo trzy propozycje. Zajrzyjcie do GEOsfery, parku Angielskiego oraz nad wyżej wspomiany zalew Sosina. 





Organizacja miejsca.
Jest tutaj duży bezpłatny parking. Aczkolwiek w ciepłe weekendy na pewno jest tu trudno zaparkować. Po drodze będziecie mijać mnóstwo toi toi, aż byłam w szoku, że tyle ich tam jest. Stałego pomieszczenia do załatwiania potrzeb nie ma. Rodzice dzieci, którym trzeba zmieniać pieluchy muszą sobie jakoś radzić. Znajdziecie tu również dużo ławek, najwięcej ich znajduje się nad Wydrą. Nie funkcjonuje tu mała gastronomia, były lody ale nic poza tym. Gdzieś wyczytałam, że można tu kupić burgery ale ja ich nie widziałam. Wejście jest darmowe i można tam przebywać bez ograniczeń czasowych.







Praktyczne wskazówki.
Wspominałam wyżej, że droga asfaltowa prowadzi do polany przy zbiorniku Wydra. Do tego miejsca spokojnie dojedzecie wózkiem. Jeśli chcecie obejść zbiorniki do okoła przygotujcie się na leśną drogę, z wystającymi korzeniami, pod górę i w dół. Wózkiem przejedziecie ale mogą być trudniejsze momenty. Jeśli zamierzacie brać dzieciom rowery czy hulajnogi i chcecie obejść górą wszystko to... będziecie je nieść. Ostrzegam, że bywają miejsca niezabezpieczone i trzeba uważać na dzieci. U nas nie obyło się bez afer bo Diana oczywiście chciała biegać, zamiast iść grzecznie trzymana za rękę. Na szczęście nie ma takich fragmentów dużo. I jest o wiele bezpieczniej niż obchodząc krakowski Zakrzówek. 
Jeśli zamierzacie zostać tam dłużej zaopatrzcie się w jedzenie i picie. Z kupnem czegoś do jedzenia i picia na miejscu może być ciężko. W lesie czeka na Was mnóstwo ławek gdzie możecie usiąść i spokojnie skonsumować jedzenie. 
Nie polecam również jechać tam w weekend a zwłaszcza słoneczny i ciepły. I tak wiem, że łatwo mi się pisze :) 
Jeśli chcecie wejść na drewniane kładki bądźcie przygotowani na spacer w zimnej wodzie. Aczkolwiek Diana twierdziła, że zimna nie jest. Mały ręcznik do wytarcia nóg czy dziecka może się przydać albo nawet ubranie na przebranie. My pojechaliśmy niby w słoneczny, wrześniowy dzień ale dobrze, że miałam spodnie na zmianę dla Diany.





Czy polecam dla rodzin z dziećmi?
I tak i nie. Jeśli macie takie małe lub jeszcze mniejsze Kornelki to im i tak jest wszystko jedno gdzie jadą. Byleby pielucha była sucha i dali jeść. Jeśli macie dzieci w wieku mojej Diany (3 lata) lub starsze to Wy sami wiecie najlepiej czy nie będą się tutaj nudzić. Nie ma tu standardowych atrakcji dla dzieci jak place zabaw czy dmuchańce. Zatem jeśli właśnie tego oczekujecie od Parku Gródek to możecie się rozczarować. Jak zdecydujecie się udać tylko nad zbiornik Wydra to na pewno dzieci będą zadowolone z przejażdżki na hulajnodze czy rowerze. Po drodze możecie karmić kaczki (nie chlebem!), obserwować ryby i szukać jaszczurek czy ślimaków. Aczkolwiek polecam chociaż wyjść schodami na górę bo piękno zbiorników najlepiej prezentuje się właśnie z góry. 





Miejsce jest na pewno warte odwiedzenia, chociaż raz. Woda ma cudne kolory, które zmieniają się w zależności padania światła czy pory dnia. Woda jest czysta, pływa tutaj mnóstwo małych i większych ryb. Diana była nimi zachwycona. 
Widziałam tu również biegaczy i wcale się im nie dziwie bo sama bym pobiegała po tak pięknym miejscu. Rowerzyści również byli tu obecni. Możecie zatem przyjechać tu pobiegać albo pojeździć na rowerze ale o kolarzówce zapomnijcie. 






PS - szlaki możecie sobie sprawdzić tutaj. Jak chodziłam po górach to zawsze używałam tej strony do planowania wędrówek i Wam również ją polecam.
PS 2 - mam jakiegoś pecha z edycją tesktu, nie chce mi wyjustować i koniec. To nic na siłę. Nie wiem również czemu za każdym razem rozjeżdża mi mapkę paint jak ją przycinam. Wydaje mi się jednak, że najważniejsze jest widoczne. Czasem tak bywa, wyżej dupy nie podposkoczysz i wrzucam post taki jaki jest. 


Jeśli odwiedzisz miejsce z mojego polecenia i masz konto na Instagramie to oznacz mnie (mama_biegaczka) na nim abym mogła zobaczyć Twoją wycieczkę. Użyj również #aktywnierodzinnie aby pokazać jak można fajnie i aktywnie spędzić czas z rodziną lub... całkowicie leniwie. Jeśli chcesz zobaczyć wszystkie miejsca odwiedzone przez Dianę obserwuj #diankamałapodróżniczka. Jeśli podoba Ci się ten wpis poślij go dalej. Dziękuje :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © MamaBiegaczka , Blogger