Jak skorzystać z pomocy medycznej za granicą?

Z naszych wczasów w Turcji najbardziej interesuje Was... nasza wizyta w szpitalu. W sumie to nawet nie dziwię się bo atrakcje turystyczne z Turcji możecie zobaczyć dosłownie wszędzie. O mniej przyjemnych sprawach zazwyczaj mówi się i pisze... mniej. Jednak czy słusznie? Moim zdaniem nie bo właśnie takie informacje co zrobić gdy za granicą przydarzą nam się nieszczęśliwe wypadki mogą uratować nie jedne wakacje. A nasz urlop dowodzi tego, że nawet najpiękniejszy hotel nie zrekompensuje choroby dziecka. 
Zacznijmy od najważniejszego czyli od ubezpieczenia. Jeśli udajesz się na wycieczkę z biurem podróży czyli touroperatorem ubezpieczenie wchodzi w skład pakietu. Jednak warto dowiedzieć się jaka jest suma ubezpieczenia. Obecnie te kwoty są małe bo sięgają rzędu 20-30 tys. €. Jeśli zamierzasz uprawiać sporty ekstremalne (ubezpieczyciel wyraźnie określa jakie aktywności ma tu na myśli) należy swój wariant ubezpieczenia odpowiednio rozszerzyć. 
 
Jeśli podróżujesz na własną rękę taki pakiet tworzysz sobie sam/a. Pamiętaj nie tylko o wykupieniu transportu/transferu/hotelu ale również o ubezpieczeniu. O ubezpieczeniach napiszę szerzej w kolejnych postach. Również o karcie EKUZ, która obowiązuje tylko w Europie, głównie w krajach EU. 

Wszystko mamy ogarnięte, ubezpieczenie jest, w ręce polisa, to lecimy na wakacje. No i niestety przytrafia nam się jakiś nieszczęśliwy wypadek. W naszym przypadku były to ciągłe wymioty u niespełna dwuletniego dziecka w Turcji. Zaczęły się one w nocy, około 2 nad ranem. O 5 postanowiliśmy zadzwonić na bezpłatną infolinię dedykowaną dla osób ubezpieczonych. Numer telefonu znajdziecie w każdej polisie, niezależnie u którego ubezpieczyciela wykupicie ubezpieczenie. Na taką infolinię możecie dzwonić 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę. Będąc za granicą porozumienie się w języku polskim. Pamiętajcie, że taka rozmowa nie jest darmowa i przebywając poza krajami UE możecie sporo za nią zapłacić. Przed wykonaniem telefonu przygotujcie sobie zatem niezbędne dane aby przyspieszyć procedury:
1. Numer polisy.
2. Pesel poszkodowanej osoby i adres.
3. Hotel, w którym się znajdujemy, miejscowość, kraj. 
4. Dokładny opis przebiegu zdarzeń. 
 
Po ustaleniu faktów, zostanie podjęta decyzja czy podjedzie karetka czy osoba pojedzie do tamtejszej przychodni. Należy pamiętać, że do szpitala można jechać o każdej porze dnia i nocy, natomiast przychodnie czynne są w wyznaczonych godzinach. My niepotrzebnie czekaliśmy na otwarcie przychodni. Ja cały czas miałam nadzieje, że podadzą córce kroplówkę i wróci do domu. I rzeczywiście jej podali ale... aż 4 a do domu wróciłyśmy po 24 godzinach.
 
Najpierw zgłosiliśmy zdarzenie i zdecydowaliśmy się czekać na otwarcie przychodni i kolejny telefon z instrukcjami od ubezpieczyciela. Auto podjechało pod hotel o godzinę wcześniej a dowiedzieliśmy się o tym 10 minut przed dotarciem transportu. Zostałyśmy zawiezione do ichniejszej przychodni. Tam po raz kolejny mówiłam co się dzieje ale tym razem po angielsku. Pan, który był w recepcji znał język polski w bardzo podstawowym stopniu. Dostałam do wypełnienia dokumenty, jedne po polsku, drugie w języku angielskim. Obydwie kartki dotyczyły mniej więcej tego samego. Należało podać dane poszkodowanej osoby, miejsce gdzie spędzamy urlop i napisać co nam się przytrafiło. Po wypełnieniu dokumentów pojawił się lekarz. Bardzo szybko zbadał córkę i zalecił wyjazd do szpitala. Zatem pozbierałam manatki, zapłaciłam za wizytę 25 €, dostałam potwierdzenie i pojechałyśmy dalej. O kosztach tej wizyty poinformował nas równie operator z ubezpieczalni. Ważne jest aby wziąć potwierdzenie zapłaty ponieważ na tej podstawie ubezpieczyciel zwróci nam pieniądze po powrocie do kraju*. Jedziemy do szpitala. Najpierw znowu formalności. W izbie przyjęć na dzień dobry zadane jest mi pytanie czy mówię po angielsku. Następnie oddaje dowód osobisty, polisę i czekamy... Gdy formalności zostają dokonane idziemy do izby przyjęć. Kładę dziecko na łóżku i... znowu czekam. Przychodzi do mnie lekarz, przeprowadza wywiad i dostaję informację, że idę na oddział. Znowu czekam. Ktoś po nas przyszedł i jedziemy na górę. Pamiętajcie, jeśli jesteście prowadzeni na oddział, przydzielane jest Wam łóżko... to na nim zapewne spędzicie noc. Ja jednak do końca miałam nadzieję, że jednak w tym samym dniu wrócimy. 
Kornelia od razu po wejściu dostała kroplówkę. Zjawiła się również polska tłumaczka. Bardzo miło było usłyszeć język polski. Okazało się, że polisa ubezpieczeniowa to za mało i szpital potrzebuje jeszcze umowę o imprezę turystyczną, która została na recepcji w hotelu. Pierwszy raz w hotelu przy meldunku potrzebna była umowa. Zazwyczaj wystarczał dowód osobisty. Miałam tą umowę na email'u ale jako, że korzystałam z niezabezpieczonego WiFi, mój telefon blokował pobieranie czegokolwiek z poczty. Próbowałam się również porozumieć z osobami z recepcji hotelowej. Prosiłam o zrobienie zdjęcia i przesłanie mi go na Whatsupps ale nie doszliśmy do porozumienia. W końcu wymyśliłam aby zadzwonić do agencji turystycznej (tak fachowa nazwa "biura podróży" to agencja turystyczna". Biuro podróży to np. Itaka czy TUI. Jeśli udajemy się do miejsca gdzie sprzedaje się wiele marek, jest to agencja turystyczna), w której kupowałam wycieczkę. Tam Pani od razu mi pomogła i po chwili miałam zdjęcie umowy na Whatsappie, którą przesłałam dalej do szpitala. 
Dostałam również posiłek czyli późne śniadanie. No i co nie pozostało mi nic innego jak położyć się koło Kornelii i cierpliwie czekać. Kornela szybko nabierała sił, co mnie cieszyło. 
 
Jeśli chodzi o sam pobyt w szpitalu, wszyscy byli bardzo mili i uprzejmi. Co mi się rzucało w oczy to to, że kobiety nie umiały mówić prawie nic po angielsku. Tłumaczami byli zawsze mężczyźni. Było bardzo dużo też kontroli stanu zdrowia Kornelii. W polskich szpitalach tyle nie ma. Również za każdy razem przed wejściem do pokoju, każda osoba pukała w drzwi. One same był cały czas zamknięte. Sale miałam przestronną, jednoosobową z łazienką i tv. Do szczęścia brakowało tylko polskiego kanału. I tak sobie leżałyśmy i czekałyśmy na powrót do hotelu...
 
Pani tłumaczka była u nas dwa razy. Za drugim razem wytłumaczyła jak działają tu płatności. Mianowicie przy pobycie w szpitalu za naszą wizytę płaci ubezpieczyciel. Ile wyniósł koszt, tego nie wiem. Ze szpitala dostałam jedynie wypis. Ze strony ubezpieczyciela nie dostałam żadnej informacji. Na pewno takie usługi nie są tanie. Obawiam się, że gdyby potrzebna była jakaś operacja to na pewno ta kwota na którą my byliśmy ubezpieczeni, byłaby za mała. Dlatego tak ważne jest dostosowanie swojego wyjazdu do konkretnej sumy ubezpieczenia. My na pewno na następnym wyjeździe będziemy zwiększać tą kwotę bo wypadki nie dzieją się tylko osobom, które uprawiają jakieś sporty. 

Kolejną różnicą między polskim a tureckim szpitalem jest taka, że nie ma kontroli przy zmianie lekarzy na nocny dyżur. Ostatni raz przyszedł ktoś do nas może około 20:00 i na tym zakończyły się wizyty. Czekałyśmy na poranek i wyjście. Tak jak w Polsce, po śniadaniu przyszła do nad lekarka z tłumaczem. Pojawia się tu kolejna różnica. Mianowicie w Polsce na porannych obchodach jest mnóstwo lekarzy stażystów. Ja raz naliczyłam wszystkich osób wizytujących 16. Tu były 3 osoby, razem z tłumaczem turecko-angielskim. Tak dobrze nie ma, polskiego tu nie posłuchacie. Jak dobrze pamiętam to około godziny 10 dostałyśmy informacje, że zaraz wychodzimy i tak się stało. Kornelia została wyściskana przez personel. To również jest kolejna różnica. Zapewne w szpitalach dziecięcych gdzie dzieci przebywają dłużej, też zżyją się z personelem. Ja miałam wrażenie, że tu wszyscy byli po prostu mili i życzliwi tak po ludzku. W Polsce wiadomo jak to bywa z tą życzliwością w szpitalach.
Spakowane do wyjścia, czekamy. Miałam trochę obawy jak my dojedziemy do hotelu ale  wszystko było tutaj zorganizowane. Okazało się, że sami nie jechaliśmy. Pan miał do rozwiezienia po hotelach kilka rodzin. I oto szczęśliwy koniec przygody wakacyjnej.

* My nie dostaliśmy zwrotu ponieważ wkładu własnego do 25€ nie zwracają. Bardzo ta odpowiedź ubezpieczyciela mnie zirytowała bo jak na moje oko wizyta w tej przychodni była bardzo naciągana. Zapłacona kwota jest zapewne znana ubezpieczycielowi i ustalenie w OWU akurat takiej sumy pewnie nie jest przypadkowe. 
 
Podsumowując.
Najważniejsze dokumenty, które musicie mieć przy zgłaszaniu szkody to:
1. Polisa wraz z jej numerem.
2. Dowód osobisty oraz PESEL poszkodowanej osoby.
3. Adres hotelu, w którym się znajdujecie. 
Następnie dzwonicie pod numer alarmowy wskazany na polisie, opisujecie przebieg zdarzenia i czekacie na dalsze instrukcje od ubezpieczyciela. 

Na sam koniec napiszę Wam coś innego niż chciałam. Chciałam napisać, że w każdym hotelu przebywa lekarz, jest na miejscu dostępny. Za każdym razem uczulano nas aby tam nie iść bo wizyta jest płatna i nie zostaną nam zwrócone pieniądze po powrocie do kraju. Jak pisałam wyżej nam ich nie zwrócili bo takie są zapisy w OWU (ogólne warunki ubezpieczenia). Zatem jak na moje oko rezydenci trochę wprowadzają nas w błąd, mówiąc, żeby nie korzystać z usług lekarza hotelowego, nie wspominając jednocześnie nic o wpłatach własnych, które nie są zwracane. Zatem jeśli nie dzieje Wam się nic poważnego może zatem lepiej udać się właśnie do hotelu, zapytać o cenę takiej wizyty jak i zapytać o cenę wizyty w przychodni, do której wyśle nas ubezpieczalnia i czy na pewno zostanie ona zwrócona. Nie wiem jakby to wyglądało gdyby jednak potrzebna była hospitalizacja. Czy taki hotelowy lekarz jest w stanie wypisać odpowiednie skierowanie do konkretnego szpitala. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © MamaBiegaczka , Blogger