Przejdź do głównej zawartości

IV Bieg PuszczaRun

Fot. Sylwia Dadak

Jeden z moich ulubionych biegów, po moim ukochanym lesie, w który przemierzyłam już setki kilometrów. Nie mogło mnie tam zabraknąć. Biegłam w każdej edycji, na razie 4 lata pod rząd. W końcu bieg, na który nie muszę wyjeżdżać sporo wcześniej bo mam bardzo blisko. Z roku na rok biegnie więcej osób. Trasa wiedzie szutrową drogą w lesie, więc nie jest to bieg uliczny. Miła odmiana od biegów w zatłoczonych miastach. 

Zalety:
- blisko mojego miejsca zamieszkania ;)
- szutrowa droga; 
- cała trasa prowadzi przez las;
- szybka, miła i sprawna obsługa;
- brak śmieci czyli mnóstwa niepotrzebnych ulotek;
- bieg towarzyszący dzieci oraz atrakjce dla nich;
Wady:
- trasa, która może dla niekórych być nudna (jak dla mnie bieganie wokół Błoń);
- na pewno nie jest to bieg, gdzie można wystartować z dzieckiem w joggerze;
- brak wody dla ostatnich biegaczy (czasem warto biec na końcu aby widzieć jak traktuje się tych wolniejszych);
- brak informacji o ilości zawodników pozotających na trasie.



Posiłek regeneracyjny: ja wybrałam zapiekankę, więc nie wiem jak smakował ten oferowany przez Organizatorów. Wiem natomiast, że był to bigos i nie wystarczyło chleba dla wszystkich uczestników. Mnie skusiły zapiekanki Bolęcińskie, na szyldzie było aż 9 do wyboru, długa kolejka i po co? Aby dowiedzieć się, że mają tylko zapiekanki klasyczne w cenie 10 zł. Jak już się wystałam to zaryzykowałam. Powiem Wam, że szalu nie było. Chociaż z dwojga złego wolałam tą zapiekankę niż bigos i niespodzianki jakie mógł kryć ;)
Opłata: była uzależniona od opcji jaką się wybrało: 20 zł bez koszulki lub 40 zł z koszulką. 

Warto/nie warto
Start/meta: Młoszowa, wejście do Puszczy od ul. Szembeka
Moje oceny: Trasa: 4,5 Cena: 5,0 Pakiet: 4,0 Atmosfera Biegu: 4,0
Medal i koszulka: 4,5
Średnia ocena: 4,4 na 5.

Moje krótkie podsumowanie IV Biegu PuszczaRun:
Co tu dużo pisać. To był mój drugi dzień startu pod rząd (dzień wcześniej biegłam w Krakowie "Pamiętaj z nami"), więc odczuwałam zmęczenie. Na początku nie było źle ale po kilku kilometrach byłam zmęczona. Nie było dużej tragedii, gdyby  była to pewnie nie udałoby mi się ukończyć całego biegu. Wiedziałam od początku, że nie będzie łatwo, denerwowałam się trochę startem ale dałam radę i udało się dobiec do mety. Wiem, że dla niektórych osób samo dobiegnięcie do mety to nic ale dla mnie jest ważne. Pokazuje, że daliśmy radę pomimo spotkanych przeciwności jakie nas dopadły na trasie. Dodam, że mimo mojego tępa ślimaka, nadal nie byłam ostatnia :) Jestem z siebie dumna, po raz kolejny pokazałam hart walki. Robiłam dużo przerw na marsz i udało się.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Endomondo - super sprawa czy gwóźdż do trumny?

Endomondo to wciąż najpopularniejsza aplikacja do mierzenia swoich aktywności fizycznych. Mimo, że każdy producent zegarków sportowych ma swoją, gdzie widzimy o wiele więcej danych to i tak wchodzimy na Endo. Ostatnio więcej słychać o dosyć popularnej Stravie ale nadal nie wysunęła się na prowadzenie. Gdziekolwiek gdy ktoś zapyta na publicznych forach jaką apkę wybrać przoduje Endomondo. Sama z niej korzystam a czy mi pomaga czy przeszkadza o tym dzisiaj.

Jajecznica z boczniakami i młodą cebulką

Jeśli obserwujesz moje InstaStory to doskonale wiesz, że moim hitem od kilku miesięcy są boczniaki. Zaraziła mnie nimi Pani Marta Dymek i moja miłość do nich trwa już kilka miesięcy. Dodawałam je na przykład do zupy ale takie smażone smakują najlepiej. Są bardzo mięsiste, nie robią się takie kapcie jak innne grzyby.

Zapiekana molwa pod jajeczną chmurką

Ciekawe ile z Was wie co to jest molwa? Ja do niedawna też nie wiedziałam. Jeśli mam wybór między produktem nie znanym a znanym, zazwyczaj wybiorę ten nowy bo uwielbiam kulinarne eksperymenty. Ten był bardzo udany i tak mi to danie zasmakowało, że będzie równie często gościło na mym stole co makarony. A teraz do dzieła.