Przejdź do głównej zawartości

Okres połogu - jak go przetrwałam?

Myślałam, że będzie gorzej. Okazuje się, że moje ciało szybko wraca do formy, najcięższe były w sumie 2 pierwsze tygodnie. Na pierwszy marsz wyszłam w 3 tygodniu po urodzeniu i potem już poszło z górki. Obecnie jest 8 tygodni po porodzie i maszeruje, ćwiczę z Anką Dziedzic, jeżdżę na rowerze i zaczęłam marszobiegi. Ciągły bieg sądzę, że jest kwestią tygodni. Chcesz wiedzieć co dokładnie wydarzyło sie przez 6 tygodni, zapraszam dalej.

Tydzień 1 i 2. (6-19/08/2018 r.)
Podczas pierwszych dwóch tygodni głównie odpoczywałam, w sumie powinnam napisać, że podczas pierwszego tygodnia. Po ciąży pierwsze 5 dni spędziłam w szpitalu. Tam miałam wizytę Fizjoterapeutki, która sprawdziła czy nie mam rozstępu mięśni prostych brzucha i okazało się, że na szczęście nie. Zaleciła ćwiczenia mięśni dna miednicy oraz przeciwzakrzepowe, które można wykonywać od razu po porodzie.
Gdy wróciłam do domu, plackiem cały dzień nie leżałam, starałam się wykonywać obowiązki domowe na tyle ile mogłam. Oczywiście cały czas zajmowałam się dzieckiem, które na szczęście nie sprawiało dużo problemów. Ćwiczenia, które zaleciła Fizjoterapeutka wykonywałam ale nie będę mówić, że z wielkim zadowoleniem, ciągnęło mnie na pole i tak przechodzimy do 3 i 4 tygodnia.


Tydzień 3 i 4. (20/08-2/9/2018 r.)
W 3 tygodniu ciągłe siedzenie w domu znudziło mi się i postanowiłam wyjść na krótki marsz z małą. Pierwsze moje marsze były krótkie, nie przekraczały 3 km a i tak odczuwałam zmęczenie. W 4 tygodniu zdecydowałam się, że jeśli mi tak dobrze idzie to czas zwiększyć dystans i tak zrobiłam z Dianą 6.8 km. Oprócz marszu były też spokojne spacery, których nie rejestrowałam. Wykonywałam również dalej ćwiczenia dna miednicy i przeciwzakrzepowe. Zarówno w 3 i 4 tygodniu próbowałam biec (co robi uzależnienie z człowiekiem :D) i... na próbach się skończyło. Posłuchałam swojego organizmu i odpuściłam.


Tydzień 5. (3-9/9/2018 r.)
W 5 tygodniu kontynuowałam to co robiłam w 3 i 4. Kolejny raz próbowałam biec i tym razem udało się. Co prawda przebiegłam może 100 m ale to było 100 m szczęścia. Nie czułam dyskomfortu jak w 3 i 4 tygodniu. Zapytacie dlaczego tylko 100 m? A ja odpowiem, że to jest aż 100 m. Małymi kroczkami do przodu i takimi kroczkami dochodzimy do 6 tygodnia.


Tydzień 6. (10-16/9/2018 r.)
W ostatnim tygodniu połogu nastąpił przełom. Zaczęłam treningi dla mam, dokładnie wyzwanie dla świeżo upieczonych mam z platformy FitAnka.pl. Odbyłam też pierwszy marszobieg, zrobiłam nieco ponad 4 km. Biegania brakowało mi strasznie i mimo, że z córką biega się super to jednak biegi w samotności robią robotę. Sądzę, że będzie coraz lepiej, zapał mam, więc wszystko stoi na najlepszej drodze. 



Podsumowanie sierpnia



Podsumowanie września


Dla kogoś moja aktywność może być mała, dla kogoś innego duża, dla mnie jest optymalna i wiem, że mogę dać z siebie jeszcze więcej. Najważniejsze, że są chęci. Moja aktywność pokazuje też, że noworodek nie jest wymówką do braku aktyności. Absolutnie też nie uważam, że moje treningi są wzorem do naśladowania, każdy poród jest inny, każda z nas jest w innej kondycji po porodzie. Chce pokazać, że można jeśli się chce coś zrobić. Jak można fajnie spędzić czas z dzidziusiem od początku pokazując mu, że sport jest fajny, pielęgnując w nim dobre nawyki czyli ruch. Jesli dalej Was nie zachęciłam to powiem, że dzieci na polu świetnie śpią i zasypiają ;) Będziecie miały chwile wytchnienia ;)
Jeśli nie czujesz się na siłach od razu maszerować to zacznij od 20-30 minutowych spacerów z maluszkiem, na marsz przyjdzie czas. Zarówno dziecko jak i Ty musisicie przyzywczaić się do nowej sytuacji. Nie poddawaj się a zobaczysz, że było warto. 






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy bieganie jest obciachowe?

Tak sobie czytam co piszecie w internetach i odnoszę wrażenie, że zamiast cieszyć się bieganiem to wpadacie w dołek. Należę do kilku grup biegowych, czytam komentarze i posty innych osób w różnych miejscach, rozmawiam z ludźmi na zawodach i odnoszę często wrażenie, że prawie przepraszacie za to, że zrobiliście wolny trening albo przebiegliście "tylko' 3 km. Takich wpisów przepraszających jest mnóstwo. Czego jeszcze się wstydzicie? Czytajcie dalej.

Co się zmienia po ślubie?

Minął pierwszy miesiąc naszego wspónego oficjalnego związku. Och ach, można by napisać ale nie napiszę. Ja dziś nie zupełnie o pożyciu małżeńskim chciałam napisać. Naszła mnie taka reflekacja o gościach weselnych.

Kruche ciasto z renklodą

Czy wy też macie problem z zapamiętaniem poprawnej nazwy tej śliwki? Dla niewstajemniczonych podpowiem, że łatwiejsza nazwa to ulena. I już do razu lepiej, prawda? Już za kilka tygodni będą dojrzałe i gotowe do spożycia. Niestety ta śliwa jest mało popularna i w wielu hipermaketach tak łatwo jej nie dostaniecie, prędzej na targowikach albo.... na drzewie pod domem. U mnie rośnie ona pod oknem odkąd pamiętam i właśnie dzięki temu ją znam. Zachęcam do spróbowania jej bo w przeciwieństwie do znanych śliw nałęczowskich jest mega słodka i po prostu rozpływa się w ustach. Ja dziś Wam proponuję zrobić z nią najprostsze na świecie kruche ciasto.