Przejdź do głównej zawartości

Podsumowanie mojego pierwszego biegowego miesiąca


Pierwszy biegowy miesiąc za mną. W końcu przeszłam do ciągłego biegu. Dłuższych dystansów trochę się jeszcze boję biec jednym ciągiem ale wszystko powoli. Bieganie sprawia mi dużo przyjemności, jest inaczej niż przed ciążą. Powiedziałabym, że lepiej mimo, że o wiele wolniej. Taka przewrotność losu. Zapraszam do dalszej lekury, nie pożałujecie.

Zacznijmy nudno bo od liczb. Suma przebiegniętych kilometrów to 51. Uważam to za całkiem fajny wynik. Najdłuższy bieg miał 10 km a najkrótszy 3 km. Ja się z takich krótkich biegów chyba nigdy nie wyleczę. Nie wiem czemu ale lubię sobie wyjść na 3-4 km. Takie krótkie biegi sprawdzają się świetnie z samego rana, zaraz po przebudzeniu, na czco albo po lekkiej przekąsce. Jednak dziś nie o tym. 

Tak wyglądam po 3 miesiącach po porodzie.

Biegowy październik to miesiąc powrotu do biegania. Sprawdzania swoich możliwości. Przez pierwsze treningi sądzilam, że na rozwijanie prędkości jeszcze za wcześnie aż do momentu startu w pierwszych zawodach - tutaj macie relacje. Jakieś 200 m przed metą, mijała mnie dziewczyna, nie ona pierwsza. Jakoś bardzo nie przejęłam się tym do momentu gdy odezwała się do kogoś po ukraińsku/rosyjsku. Biorąc pod uwagę tempo zalewania Polski przez Ukraińców to pewnia była Ukrainką. Moja pierwsza myśl: żadna Ukrainka nie będzie mnie mijać, co było dalej jest do przewidzenia. Wyprzedziłam ją i okazało się że umiem biec szybciej i utrzymać tą prędkość do mety. 

Biega mi się za każdym razem lepiej. Jestem strasznie spragniona biegania. Czuję się jak dziecko, które odkrywa nowe rzeczy. Takie też jest moje bieganie, zupełnie nowe, rzeźkie, świeże, inne. Prawie za każdym razem gdy wracam do domu czuję niedosyt. Ale powoli, nie za szybko, to, że głowa chce więcej nie znaczy, że ciało nadąży. O ile dobrze czuje się na długim powolnym wybieganiu to jak pomyślę o biegu terenowym z dużym przewyższeniem to głowa i ciało buntują się. Na to jeszcze za wcześnie ale powoli przymierzam się do założenia moich pięknych butów terenowych. Tylko nie wiem jak ja teraz będę biegać bo są u mnie remonty i akurat tam gdzie jest moja ulubiona trailowa trasa, będzie droga. Koniec z ciszą, spokojem, kaczkami pływającymi po rzece. Witajcie pędzące auta. 

O tym jak biegam z Dianą i czy biegam nie będę pisać w tym poście. Jeśli oglądacie mnie na Instastory to jesteście na bieżąco. Jeśli jeszcze mnie nie obserwujecie, popełniacie duży błąd ;) Link do Insta tu. O bieganiu z dzieckiem w gondoli będzie osobny tekst za jakiś czas.

Tu biegam.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy bieganie jest obciachowe?

Tak sobie czytam co piszecie w internetach i odnoszę wrażenie, że zamiast cieszyć się bieganiem to wpadacie w dołek. Należę do kilku grup biegowych, czytam komentarze i posty innych osób w różnych miejscach, rozmawiam z ludźmi na zawodach i odnoszę często wrażenie, że prawie przepraszacie za to, że zrobiliście wolny trening albo przebiegliście "tylko' 3 km. Takich wpisów przepraszających jest mnóstwo. Czego jeszcze się wstydzicie? Czytajcie dalej.

Co się zmienia po ślubie?

Minął pierwszy miesiąc naszego wspónego oficjalnego związku. Och ach, można by napisać ale nie napiszę. Ja dziś nie zupełnie o pożyciu małżeńskim chciałam napisać. Naszła mnie taka reflekacja o gościach weselnych.

Kruche ciasto z renklodą

Czy wy też macie problem z zapamiętaniem poprawnej nazwy tej śliwki? Dla niewstajemniczonych podpowiem, że łatwiejsza nazwa to ulena. I już do razu lepiej, prawda? Już za kilka tygodni będą dojrzałe i gotowe do spożycia. Niestety ta śliwa jest mało popularna i w wielu hipermaketach tak łatwo jej nie dostaniecie, prędzej na targowikach albo.... na drzewie pod domem. U mnie rośnie ona pod oknem odkąd pamiętam i właśnie dzięki temu ją znam. Zachęcam do spróbowania jej bo w przeciwieństwie do znanych śliw nałęczowskich jest mega słodka i po prostu rozpływa się w ustach. Ja dziś Wam proponuję zrobić z nią najprostsze na świecie kruche ciasto.