Przejdź do głównej zawartości

Co się zmienia po ślubie?


Minął pierwszy miesiąc naszego wspónego oficjalnego związku. Och ach, można by napisać ale nie napiszę. Ja dziś nie zupełnie o pożyciu małżeńskim chciałam napisać. Naszła mnie taka reflekacja o gościach weselnych.

Mówi się, że wesle robi się dla gości. Tylko jakich gości?
Przyszła para młoda szuka miejsca gdzie można je zorganizować, dogrywa terminy aby wszytko pasowało. Wybiera menu, dekoracje, dopina wszystko na ostatni guzik, stara się aby wszystko dobrze wyszło. Młodzi się stresują czy wszystko wypadnie zgodnie z planem, pani młoda robi się na bóstwo, niecierliwie wyczekując tego dnia. I przychodzi ten wielki dzień dla dwojga ludzi. I co się dzieje?




Przyjeżdża nasza kochana rodzina, z dalsza, z bliższa i  się zaczyna: bo sukienka za mało biała, albo zbyt biała, bo sukienka za krótka, za długa, za bardzo obcisła, za duży dekold albo za mały, pani młoda za gruba albo za chuda, fryzura też nie ta. A pan młody to ma za ciasny ganitur, albo za szeroki, włosy wyglądają jakby wstał nie dawno, koszula niedoprasowana, niedokładnie ogolony.
W kościele/urzędzie za głośno, za cicho, nie taka dekoracja jaka ma być, za mało kwiatów, za dużo, nie w tym kolorze co trzeba, za bardzo pachnące, za mało pachnące a może w ogóle śmierdzące?
A wesele to już w ogóle porażka. W takim miejscu? Taki wieśniacki lokal, taki beznadziejny wystrój, a to za jasno,  a to za ciemno, a orkiestra w ogóle nie gra, a Dj to taki mało wyraźny, a to za głośno a to za cicho. A to utwory nie takie jak trzeba, za wolne, za szybkie.
Jedzenie to w ogóle porażka, za zimne, niedogotowane, niedopieczone, za bardzo wysmażone, przesolone, niedoprawione, za mało, a po co tyle, za gorące, niejadalne, a tego to ja w ogóle nie lubię i nie zjem!
Ciasta za słodkie lub w ogóle nie słodkie, masa zbyt masowata, tort zbyt tortowy, świeczki krzywo sie na nim palą, w ogóle jakiś dziwnie okrągły lub zbyt kwadratowy, za mało biały, w ogóle beznadziejny.
Przejdźmy teraz gości, nooo ta to się ubrała jak do burdelu a ta ma za duży brzuch, a ta to w ogóle majtki ma, ten jakiś dziwnie czerwony, tamten podenerwowany, ten zbyt pijany a tamten to w ogóle nie pije, to jeszcze gorzej....



Można by tak wymieniać bez końca prawda? Sądzę, że każdy kto brał ślub robił wesele lub organizował jakąś większą imprezę dla rodziny z czymś takim się spotkał. 
Jak zauważyłam zawsze największymi krytykami nie są świetni kucharze, właściciele renomowanych restauracji, wyśmienici cukiernicy, dziewczyny o super figurze, wyglądzie i ubiorze, ludzie z klasą czy z metropolii.
Najwięcej bezsensownej krytyki zawsze usłyszymy od osób, które czegoś nie robią lepiej niż my albo w ogóle nie robią nic, mieszkają za lasami, rzekami etc. Mam wrażeniem, że tacy ludzie przychodzą na spędy rodzinnie nie po to aby spotkać się z rodziną tylko po to by szukać dziury w całym. 
Reasumując, najlepiej takich osób unikać, nie zapraszać (jeśli to oczywiście możliwe) i współczuć im i ich mężom, żonom, dzieciom etc. Tacy ludzie są zakompleksieni, aroganccy, niewychowani, próżni, wścibscy, zarozumiali, hipokrytami, niedowartościowani - przecież jeśli komuś powiemy, że ma wielki np. brzuch to odwócimy uwagę od swojego, prawda? I nagle będzie mniejszy.
Rada na koniec: róbcie swoje, nie zwracajcie uwagi na ludzi, którzy wysyłają złą energie. Oni wrócą do domu dalej nieszczęśliwi i dalej będą beznadziejni. 
I pamiętajcie jeśli Wam coś na prawdę nie wyjdzie to głupi pomysli że tak ma być a mądry sie nic nie odezwie.

I w końcu odpowiedź na pytanie z tytułu, nic. Po ślubie nie zmienia sie nic ;) 

Pamiętasz o moim Instagramie? Nie, zajrzyj tam koniecznie!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy bieganie jest obciachowe?

Tak sobie czytam co piszecie w internetach i odnoszę wrażenie, że zamiast cieszyć się bieganiem to wpadacie w dołek. Należę do kilku grup biegowych, czytam komentarze i posty innych osób w różnych miejscach, rozmawiam z ludźmi na zawodach i odnoszę często wrażenie, że prawie przepraszacie za to, że zrobiliście wolny trening albo przebiegliście "tylko' 3 km. Takich wpisów przepraszających jest mnóstwo. Czego jeszcze się wstydzicie? Czytajcie dalej.

Kruche ciasto z renklodą

Czy wy też macie problem z zapamiętaniem poprawnej nazwy tej śliwki? Dla niewstajemniczonych podpowiem, że łatwiejsza nazwa to ulena. I już do razu lepiej, prawda? Już za kilka tygodni będą dojrzałe i gotowe do spożycia. Niestety ta śliwa jest mało popularna i w wielu hipermaketach tak łatwo jej nie dostaniecie, prędzej na targowikach albo.... na drzewie pod domem. U mnie rośnie ona pod oknem odkąd pamiętam i właśnie dzięki temu ją znam. Zachęcam do spróbowania jej bo w przeciwieństwie do znanych śliw nałęczowskich jest mega słodka i po prostu rozpływa się w ustach. Ja dziś Wam proponuję zrobić z nią najprostsze na świecie kruche ciasto.