Przejdź do głównej zawartości

8 Bieg Charytatywny Fundacji Tesco



W końcu mogłam sobie pobiec z Dianką, co prawda tylko 3,5 km w mega tłoku bo ponad 1500 osób ale zawsze coś. Obawiałam się tego startu ze względu nawet nie dużą licznę osób ale dzieci, które wiadomo, że biegają w kółko, przód, tył, prawo, lewo i nie trudno wjechać w takie dziecko i je rozjechać. O dziwo nikogo nie rozjechałam, nie mogę napisać, że nie potrąciłam bo to jest chyba mało realne ale dałyśmy radę. Zapraszam na pełną relację.

Zalety:
- 2 dystanse do wyboru: 3,5 km oraz 10 km;
- możliwość startu na 3,5 km z dziećmi oraz z wózkami i przyczepkami;
- mnóstwo biegów dla dzieci oraz dla najmniejszych czyli tych pełzających;
- bieg na szpilkach;
- mega wypasiony pakiet startowy;
- bieg charytatywny;
- ani jednej ulotki, na prawdę, ani jednej;
- miła, szybka i sprawna obsługa;
- warsztaty dla dzieci;
- start w sobotę, niedziela wolna;
- kurtyna wodna.
Wady:
- z powodu sporej ilości biegów dla dzieci, zaczynają się one o 9... co przy starcie dla dorosłych o 12 lub 12:30 oznacza sporo czekania;
- gigantyczna kolejka po jedzenie;
- dzieci startujące w biegu rodzinnym na rokach i hulajnogach. Moim zdaniem to lekka przesada bo jest to bieg a nie przejazd i o ile dorosła osoba panuje nad wózkiem z dzieckiem to wiadomo, że dzieci jeżdżą jak chcą. Stwarza to też zagrożenie dla samych dzieci ponieważ przy takiej ilości startujących na tak małych dystansie i zwężeniu drogi po jakiś 500 m oznacza ogromny ścisk i tłok.



Posiłek regeneracyjny: zjadłam go gdzieś indziej. Kolejka była gigantyczna, jak na moje oko,minimum pół godziny stania w kolejce w pełnym słońcu. Zrezygnowałam. 
Opłata: opłata za dzieci wahała się między 5 zł a 10 zł. Pozostałe biegi zaczynały się od ceny 30 zł a kończyły na 70 zł czyli stosunkowo nie dużo biorąc pod uwagę wielkość pakietu.

Warto/nie warto
Start/meta:
Bieg rodzinny - Al. 3. Maja na wysokości Stadionu im. Henryka Reymana
Bieg główny, start - Bulwar Inflandzki, meta - Al. 3. Maja na wysokości Stadionu im. Henryka Reymana
Trasa: 4,0 Cena: 5,0 Pakiet: 5:0 Atmosfera biegu: 5,0 Medal i koszulka: 4,5
Średnia ocena: 4,7



Moje krótkie podsumowanie 8 Biegu Charytatywnego:
Było gorzej niż się spodziewałam, nie sądziłam, że będą aż takie tłumy. Bieg ukończyło ponad 1600 biegaczy, co na krótkim dystanasie powoduje duży ścisk. Dodajmy do tego wózki, przyczepki, dzieci na rolkach i hulajnogach a wyjdzie nam niezły kocioł. Organizatorzy wspominali też coś o osobach na elektrycznych hulajnogach aby jednak nie startowały. Nie wiem kto wpada na takie idiotyczne pomysły. Na takich biegach rodzinnych pojawiaja się również niedzielni biegacze czyli osoby które na co dzień prawie w ogóle nie biegają ale że jest krótki dystans, który można ewentualnie przejść to biorą udział. Takie osoby z niewiadomych względów ustawiają się z samego przodu i zazwyczaj po jakiś 100-500 metrach padają przez zawrotne tempo narzucone przez czołowych biegaczy. W tym roku najszybsza osoba dobiegła w ciągu 10 minut, no kto normalny będzie gonił takiego pędziwiatra? Nie na darmo organizatorzy dłuższych dystansów ustanawiają tak zwane strefy czasowe, które zawodnicy wybierają i biegną sobie spokojnie swoim tempem. Chyba o to chodzi aby przebiec cały dystans? Swoim tempem ale przebiec a nie wyrwać z najlepszymi przebiec 200 metrów a potem iść i umierać. Gwarantuję również Wam, że szybciej przebiegniecie swoim wolnym tempem niż go przejdziecie i radość na mecie będzie większa bo przejść każdy może a przebiec jak się okazuje nie.
Taki kocioł był przez pierwszy kilometr, po 300 metrach nastąpiło zwężenie i zrobiło się jeszcze bardziej tłoczno. Tyle co ja się nakrzyczałam i nawymijałam to tylko ja wiem. A można było tego uniknąć gdyby wolniejsi biegacze ustawili się z tyłu. Jak widziałam nie tylko ja miałam ten problem bo wiele osób próbowało gnać do przodu, nawet słyszałam jak jacyś biegacze biegli za mną i mówili, że dobrze toruje drogę :D



Gdy wybiegliśmy z tego zwężenia odetchnęłam z ulgą, biegło się już ok. Było mi cholernie ciężko ale przynajmniej miałam miejsce. Aby nie było za fajnie to nagle usłyszałam jak ktoś krzyczy, że zaraz będzie kurtyna wodna, zamarłam. Pamiętając co było w Dobczycach bałam się jej ale na szczęście okazało się, że nie polewa nas obficie Straż Pożarna a dosłownie ustawiona jest kurtyna przez którą jak chcesz przebiegasz. Ja oczywiście minęłam ją szerokim łukiem. Biegłyśmy dalej z Dianką, ona troche marudziła, ja walczyłam o każdy metr. Krótkie biegi nie są moimi ulubieńcami a w takim upale to już w ogóle walka, którą razem wygrałyśmy. Ani razu nie zatrzymałam się, zwolniłam ale nie zatrzymałam się, gnałam do przodu. Diance coś nie podobało się i od czasu do czasu marudziła, motywowałam ją aby dała radę i wytrzymała. Nie pomyślcie, że płakała a ja biegnę, marudziła, wydaje mi się, że chciała spać ale jak tu spać jak tyle się dzieje. W każdym razie obie dałyśmy radę i jestem z nas dumna.
Bardzo żałuję, że biegi dla najmłodszych były o godzinie 9:00 bo bardzo chciałam Diane zapisać na 50 m. 3 godziny to jednak  trochę za dużo czekania a wracać do domu na chwilę to bez sensu. Jednak nie martwię się tym za bardzo bo ja ciągle gdzieś startuję, więc Diana zdąży rozpocząć swoją przygodę z bieganiem, jeśli oczywiście sposoba się jej. Jak widzę, dzieci lubią biegać to pewnie przez jakiś czas będzie jej to sprawiać przyjemność.
Rada dla biegających z dziećmi w wózkach/przyczepkach, na takich rodzinnych biegach ustawiajcie się jak najbardziej z przodu aby potem uniknąć takiej przepychanki jak moja. I pamiętajcie, że biegacz Was bez problemu minie a Wy już tak łatwo nie macie.

Nasz czas ukończenia biegu na dystancie 3,5 km: 00:22:35



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy bieganie jest obciachowe?

Tak sobie czytam co piszecie w internetach i odnoszę wrażenie, że zamiast cieszyć się bieganiem to wpadacie w dołek. Należę do kilku grup biegowych, czytam komentarze i posty innych osób w różnych miejscach, rozmawiam z ludźmi na zawodach i odnoszę często wrażenie, że prawie przepraszacie za to, że zrobiliście wolny trening albo przebiegliście "tylko' 3 km. Takich wpisów przepraszających jest mnóstwo. Czego jeszcze się wstydzicie? Czytajcie dalej.

Co się zmienia po ślubie?

Minął pierwszy miesiąc naszego wspónego oficjalnego związku. Och ach, można by napisać ale nie napiszę. Ja dziś nie zupełnie o pożyciu małżeńskim chciałam napisać. Naszła mnie taka reflekacja o gościach weselnych.

Kruche ciasto z renklodą

Czy wy też macie problem z zapamiętaniem poprawnej nazwy tej śliwki? Dla niewstajemniczonych podpowiem, że łatwiejsza nazwa to ulena. I już do razu lepiej, prawda? Już za kilka tygodni będą dojrzałe i gotowe do spożycia. Niestety ta śliwa jest mało popularna i w wielu hipermaketach tak łatwo jej nie dostaniecie, prędzej na targowikach albo.... na drzewie pod domem. U mnie rośnie ona pod oknem odkąd pamiętam i właśnie dzięki temu ją znam. Zachęcam do spróbowania jej bo w przeciwieństwie do znanych śliw nałęczowskich jest mega słodka i po prostu rozpływa się w ustach. Ja dziś Wam proponuję zrobić z nią najprostsze na świecie kruche ciasto.