Odchudzanie po ciąży



Temat szeroki niczym rzeka Amozonka i nieskończony niczym czarna dziura. U jednych wywołuje wysypke i uczulenie, u drugich stany lękowe, u trzecich stres, u czwartych depresję, niektórzy udają, że nie wiedzą o co chodzi i... mogłabym tak wymieniać bez końca, prawda? Oczywiście, że tak. Pamiętacie jak w marcu tego roku poinformowałam, że będę się odchudzać? Nawet przez jakiś czas pokazywawałam Wam ile ważę, mierzyłam się i nagle przestałam to robić. Dlaczego? O tym dowiesz się z poniższego tekstu ale weź sobie coś do picia bo dzisiaj będzie długi post.

Zanim napiszę co u mnie z tą wagą, to skupie się na tym co Wam na pewno nie pomoże a wpędzi w jeszcze większy stres i dołek. Zapewne oglądacie modelki czy trenerki fitness i ich szybkie powroty do formy po ciąży. Podziwiacie ich piękne i smukłe ciała. Potem idziecie do lustra i patrzycie na siebie. I co widzicie? Smutną, szarą i grubą Krysie. No tak to niestety jest bez odpowiedniej pozy przed lustrem, bez retuszu, bez makijażu, bez odpowiedniego ubioru i bez filtra czy teraz modnego preseta. Tak się wygląda w internecie nie na żywo. Aby Wam poprawić nieco humor to raz widziałam na żywo taką właśnie lasencje z internetów, która mi raz wyskoczyła w propozycjach na IG i... przestraszyłam się jej. Nie będę wchodzić w szczegóły co się różniło na żywo do tego co pokazuje ale jest to bardzo nie fair. Najlepiej takich kont nie obserowować. Zaglądajcie do osób, które mają mniej więcej takie życie jak Wy. Nie mają sztabu stylistów, dietetyków, trenerów fitnes, sponsorów, którzy Cię super ubiorą a Tobie rzucą łaskawe 10% upustu na te same ciuchy. Popatrz co robią takie dziewczyny jak Ty a nie gwiazdy internetu.
Trenerki fitnes czy modeli muszą być chude i koniec, Ty nie musisz. Możesz wyglądać jak chcesz i możesz jeść co chcesz. Ja wybieram zdecydowanie opcję numer dwa. 
Tak w ogóle to wiesz ile hejtu wylałoby się na przykład na Annę Lewandowską jakby miesiąc po porodzie pokazałaby się nadal z za duzym brzuchem? Ciesz się, że Ty możesz wyglądać jak chcesz.




Zanim przejdę do konkretów mojego odchudzania, przypomnę moje założenia: 
1. Mniej masła. Głupota.
2. Więcej past kanapkowych. Zamiast wędiny z serem żółtym i warzywami. To mi przyszło bez większych problemów.
3. Jeden posiłek wege w ciągu dnia. Patrz puntk 2. Jeśli nie mogłam zjeść obiadu, jadłam paste warzywną na kanapce, zamiast wędliny.
4. Jeden owoc dziennie. To jest mój również wypracowywany nawyk. Prawie codziennie się udaje.
5. Ksylitol zamiast cukru do kawy. Zbędny wydatek, wróciłam do cukru. 
6. Erytrol do ciast. Napiszę o tym ponizej.
6. Kasza, ryż, makaron, zamiast ziemniaków. Dr Lifestyle przekonała mnie, że ziemniaki... jednak sycą na dłużej. Bez omasty wcale nie mają za dużo kalorii. Wróciły na dobre na mój talerz.
7. Surówka do każdego obiadu niezupowego. Napiszę o tym poniżej.
8. Jeden raz w tygodniu sałatka do pieczywa. Przyznam się bez bicia, że o tym zupełnie zapomniałam. Trzeba było tą liste powiesić na lodówce.
9. Soki domowej roboty. O tym też zapomniałam. Oj Katarzyna, Katarzyna. Tu chodziło mi o soki jakie robi Thermomix. Wrzucam owoce, miksuje i mam. 
10. Woda, minimum 4 szklanki dziennie. Ja jestem człowiek wielbłąd, więc przeżyje o dwóch kawach i jednej szklance dziennie. To był kolejny nawyk, który sobie wypracowałam.
11. Zamiana mąki pszennej w wypiekach. Napiszę o tym poniżej.
12. Ryba raz w tygodniu. Napiszę o tym poniżej.
13. Nie jem sera żółtego. Chyba upadłam na głowę jak ten punkt pisałam :D Oczywiście, że jem i będę jeść ale w mniejszych ilościach. 




Co mi się sprawdziło.
W sensie takim, że stosuje nadal i nie zmuszam się do jedzenia czegoś, nie robię nic na siłę. 
Punkt 2 czyli pasty kanapkowe. U mnie sprawdzają się zwłaszcza rano przed pracą czy teraz zanim zaprowadzam Dianę do przedszkola. Mnie za bardzo jeść się nie chce o tak wczesnej porze ale wiem, że mój organizm potrzebuje czegoś. Kanapka z pastą to bardzo szybki poranny posiłek. I też mam już odhaczony jeden posiłek wege. Z tymi posiłkami wege u mnie to ciężka sprawa. Diana w zupie szuka tylko mięsa. Mąż też jest mięsożerny. Aczkolwiek jak zrobię obiad bez mięsa, na przykład gęstą zupę z mnóstwem składników to Krzyśkowi jak nie powiem, że to wege to czasem się nie domyśli. Diany już nie nabiorę a na siłę nic nie będę w nią wmuszać bo i tak nie zje. W posiłkach wegetariańskich i wegańskich bardzo ułatwia mi sprawę Thermomix bo robi je na prawdę pyszne i szybkie. I co najwazniejsze z normalnych składników w normalnych cenach. 
Punkt 7. Z tymi surówkami do obiadów bywa różnie, zwłaszcza zimą kiedy ciężko o dobrej jakości warzywa. Jak wiecie, od kiedy dr Lifestyle pojawiła się u Pani Swojego Czasu i wydała książkę o zdrowym odżywianiu staram się wcielać jej założenia w życie. Uwielbiam tą kobietę bo to skarbnica wiedzy, właśnie dla normalnych kobiet z normalnym budżetem. Ja staram się wcielać jej założenia i ona cały czas powtarza, że do każdego posiłku należy zjeść owoc lub warzywo. Nawet jak jesz chipsy czy czekoladę. Nie będe tu więcej się rozwodzić na jej temat, po prostu zajrzyjcie do niej.
Puntk 10. W końcu nauczyłam się pić wodę. U mnie sprawdza się nalanie tej wody do szklanki i ciągłe jej uzupełnianie. Wypijam te 4 szklanki dziennie, nawet więcej. Jeśli też pijesz za mało wody polecam stawiać szklankę z nią koło siebie, w pracy czy w domu. Postawienie samej butelki wody nie wystarczy, przynamniej mnie. A z wodą w szklance jest jak z jakimiś przekąskami, może nie jesteś głodny ale i tak weźmiesz tego jednego czipsa.




Co mi sie nie sprawdziło.
Punkt 5. Ksylitol do kawy (wiem, że można gorzką ale ja lubię jednak z cukrem) zamieniłam jeszcze będąc w ciąży. Teraz już wiem, że to było niepotrzebne. Ja pije zazwyczaj jedną kawe dziennie (czasem dwie) i słodzę płaską łyżeczkę albo nawet pół. Ta jedna łyżeczka curku mniej nie robi mi większej różnicy w ilości kalorii a w portfelu już tak.
Punkt 6. Erytrol do ciast również się nie sprawdził. Przynamniej nie jako 100% zamiany cukru. Ksylitol nie różni się w smaku od cukru a erytrol tak. Ciasta są prawie niejadalne. Ja obecnie dodaje do ciasta albo mniej cukru niż jest w przepisie albo mieszam cukier z ksylitolem albo erytrolem.
Punkt 11. Mąki również mieszam ze sobą. Najcześciej ryżową. Raz chciałam sobie zrobić pizze na badziej fit cieście i dodałam sporo mąki razowej, takiej grubo mielonej. Nie polecam. Najpierw nie mogłam wyrobić ciasta a ono samo wyszło jakieś bezpłciowe i twarde. Raz kupiłam mąkę kasztanową bo podobno naleśniki z niej zrobią Waszym kubkom smakowym miazgę. Miazgę odczułam jedynie w portfelu bo to jest bardzo droga mąka a naleśniki były dobre, tak samo jak te z mąki pszennej. I to u mnie tyle w temacie mąki kasztanowej. Szukałam przepisów na fit ciasta i są one takie se. Jeśli mam być szczera. Owszem niektóre ciasta były bardzo dobre a niektóre musiałam jeść sama bo nikt ich w domu nie chciał tknąć. W końcu się z tymi fit słodyczami poddałam. Robię normalne ciasta i tyle, nie kombinuje.
Punkt 12. Z tym u nas też ciężko. Mnie ryby smakują tak sobie. Znaczy smakują ale nie filety, które są dostępne wszędzie. Dobrej jakości rybę dostać jest ciężej a jak już kupisz to trzeba umieć ją przyrządzić. Raz poszalałam i kupiłam dorsza atlantyckiego za jakąś małą fortunę. No nie wyszedł mi za dobrze. Zjedliśmy ale nie był zbyt dobry. Sądzę, że obecnie wyszłoby mi taniej zjeść w restauracji niż kupować i ją przyrządzać w domu. Ryby jak i w sumie wszystko obecnie są drogie a jak ma mi to potem nie smakować to wolę zrezygnować. Wyjątkiem jest łosoś, on zawsze wychodzi i smakuje. Zwłaszcza robiony na parze. 




Moje odchudzanie podzieliłam sobie na 2 etapy. Na schudnięcie dałam sobie 9 miesięcy, tyle grubłam to tyle będę chudnąć. Tym bardziej, że po pierwszej ciąży schudłam o wiele szybciej, wydawało mi się to realne. Pierwszy etap zakładał zrzucenie 10 kg do maja czyli w jakieś 2 miesiące. No nie udało się. Teraz mija 9 miesięcy od porodu i również nie udało się zrzucić wszystkiego. 
Tylko nie pytajcie ile ja dokładnie chcę zrzucić i ile zgrubłam bo ja nigdy nie wiem ile ważę. W ciąży byłam ważona sporadycznie, w butach zimowych, dżinsach i wieczorem. Bardzo miarodajne ważenie, prawda? Jak wiecie moja waga, która miała mi pokazywać różne parametry odmawiała posłuszeństwa. Miałam wagę od babci ale ona w końcu też się zbuntowała. Mierzyłam się również co tydzień i jakoś w czerwcu przestałam  to robić a obecnie zapominam o tym. 




Dlaczego nie schudłam?
Też chciałabym to wiedzieć. Wydawało mi się, że skoro będę mieć teraz o wiele więcej ruchu to pójdzie gładko. Ruch, mam na myśli taki jak na przykład codzienne zaprowadzanie i przyprowadzanie Diany ze żłobka, obecnie do przedszkola mamy o wiele bliżej. Gdy chodziła do żłobka, dziennie robiłam około 4 km, co prawda wolnym tempem ale ruch był. Z Dianą pod tym względem o wiele mniej chodziłam. Za to więcej jednak trenowałam. Pamiętam, że jak skończyła 6 miesięcy to kupiłam przyczepkę i zaczęłam z nią biegać. Potrafiłyśmy zrobić nawet po 25 km. Teraz wszystko wygląda zupełnie inaczej. Mam o wiele mniej czasu na treningi i sił. A niestety takie spacery mało dają jeśli chodzi o spalanie kalorii, trzeba się niestety/stety upocić aby były rezulataty. Do takich wniosków doszłam. Spacerować dalej będziemy bo każdy ruch jest jak najbardziej potrzebny i Wam też spacery zalecam.
W drugiej ciąży zgrubłam o wiele więcej niż podczas pierwszej. Dopiero gdy urodziłam zauważyłam, że pojawiła mi się druga broda, której nigdy nie miałam. Moja szyja zawsze była smukła a teraz to ja nie wiem co to się podziało. Zauważyłam, że zgrubły mi ręce. Nigdy nie miałam problemu ze zmieszczeniem się w jakieś bluzki/koszule/sukienki bo ja jestem wąska w barkach a szeroka w biodrach. Obecnie czasem mam problem. I jestem w szoku, serio. Tego to nawet wróżbita Maciej nie przewidział.
Wiele razy zastanawiałam się czemu ja nie chudnę albo idzie u mnie to wolno. Pewnie stwierdzicie, że przemiana materii już nie ta. A ja Wam napiszę tak, że ja zawsze miałam wrażenie, że grubnę od samego patrzenia na jedzenie. Diane nie urodziłam 10 lat temu aby była aż taka różnica w przemianie. Problemy ze schudnięciem pojawiły się w momencie nasilenia stresów. Stres to zabójca wszystkiego i każda z Was to wie. Ja tego nie pokazuje w internecie ale mam ich sporo. I to, że ja ostatnio marudziałam, że nie mogę połączyć sobie aparatu z wifi i przez to z telefonem to nie jest rzeczywisty problem. To jest odwracanie uwagi, głównie mojej. 
Pewnie cześć z Was również pomyśli a pierdolisz! Żresz, nie trenujesz to nie chudniesz. Obawiam się, że jem zdrowiej od większości z Was oraz trenuje. Ja od dłuższego czasu nie pokazuje publicznie trenigów w domu bo jakoś mi się nie chce. Biegałam mniej w lecie bo ja ledwo dychałam a co dopiero biegać. Ale zaczęłam chodzić na basen i coś sie u mnie ruszyło, powoli ale chudłam. A widziałam to po ubraniach. Teraz zaczęłam trochę więcej biegać bo i mąż jest częściej w domu i pogoda jest bardziej sprzyjająca. Za niedługo będę się przygotowywać  do przyszłorocznnych zawodów. I będę dużo więcej biegać więc zatem i trochę schudnę. Moja głowa trochę też ostatnio ma mniej ciężarów, więc jakoś mi lżej. Same zapewne wiecie, że jak głowa nie współpracuje to i ciało nie będzie. 
Sen również jest ważny. Ja nie mam z nim problemu ale jakoś ostatnio się nie wysypiam i chodzę śpiąca. Znaczy od kilku dni jestem wyspana ale często odczuwałam potrzebę dospania. A co za tym idzie ciało wolniej się regeneruje. Wynik jest jeden, nie idziesz na trening albo wykonujesz go mniej efektywnie.
Dzisiaj, to znaczy wczoraj była u mnie koleżanka. I tak sobie rozmawiałyśmy o odchudzaniu i uzmysłowiła mi, że kolejnym powodem dla którego ja nie chudę jest za duża ilość spożywanych węglowodanów. Monika Cielelska (dr Lifestyle) również non stop powtarza, że każdy posiłek mamy dobiałczać. Jednak nie o odżywkę białkową chodzi tylko o najzwyklejsze białko, niekoniecznie odzwierzęce. Znowu chodzi o to aby jeść mniej węgli. Muszę się dokładnie przyjrzeć tym węglowodanom spożywanym przeze mnie aczkolwiek ja i tak ich nie wyeliminuje w dużej ilości z mojej diety. Na przykład w tym tygodniu jem na obiad codziennie makaron, dużą ilość makaronu bo biegnę 21 km w niedzielę i muszę się naładować. Makaron to drugie imię biegaczek/biegaczy. Zwłaszcza tych co biegają dłuższe dystanse. Wyżej dupy nie podskoczysz i koniec kropka, makaron zostaje w moim jadłospisie. 




Na prawie sam koniec napiszę z jakimi produktami ja nie mam problemu aby ich nie jeść. 
Słodkie napoje, jak pisałam wyżej piję wodę. Na jakiś sok czy napoje gazowane typu pepsi muszę mieć ochotę. Zdarza się to bardzo rzadko. 
Batony, ciastka, ciasteczka, na to też muszę mieć ochotę. Batony najcześciej kupuje jak pojawi się wersja limitowana mojego ulubionego. Ciastka czy ciasteczka kupuje jak ktoś ma do mnie przyjść.
KFC, McDonald etc., jem może 3 razy w roku. Pewnie jakbym miałam bliżej to jadłabym... 5 razy :D Też umiem się powstrzymać. Kebaby jem cześciej i to będzie właśnie 5 razy w roku i tyle.
Paluszki, krakersy, orzeszki, chipsy.  Ze słonych przekąsek najczęściej sięgam po chipsy, całą resztę kupuje jak mają przyjść goście. Raźniej się w grupie tuczyć :D Ale i też zjesz tego wszystkiego mniej. Orzeszki lubię ale kupuję głównie niesolone. 

PS - o pracy z nawykami oczywiście wiem od Pani Swojego Czasu. 

PS 2 - jakby ktoś się zastanawiał co mnie tak ciśnie aby schudnąć to to, że ja po prostu wolę się w szczuplejszej wersji. Obecną sylwetkę akceptuję ale wolę się szczuplejszą i tyle. Jeśli Ty czujesz się dobrze tak jak wyglądasz to nie zmieniaj nic :) 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © MamaBiegaczka , Blogger