Bieg Górski Nawoja - etap I



Jak już dobrze wiecie, bałam się tego startu strasznie. Gdy biegłam w poprzedniej edycji ledwo dobiegłam do mety. Mimo wszystko wystartowałam a poniżej dowiecie się jak mi poszło i czy coś się zmieniło w organizacji zawodów.

Organizacja. 
Organizacyjnie jest prawie tak samo jak było. Proszę sobie zajrzeć do tego posta, w którym wszystko opisałam. Zmienił się posiłek regeneracyjny, ja tego nie pamiętam ale mąż mówi, że w poprzedniej edycji była ciepła zupa, której teraz brakowało. Były takie warunki, że i ja pewnie bym się skusiła. Za to była kawa i herbata bez limitu. Wyczytałam również, że gdy biegłam pierwszy raz były domowe ciasta. Teraz zapewne przez covid były ciastka sklepowe i czekolada. Diana nie narzekała, wręcz przeciwnie. 

Do trzech razy sztuka i za 3-im razem mam pamiątkę z biegu czyli numerek startowy. W ogóle tutaj muszę pochwalić Organizatorów, za wykonanie go. Jest zalaminowany i sztywny, więc nic się z nim praktycznie nie dzieje. Dobrze wiemy jak czasem potrafią wyglądać numery startowe, zwłaszcza te papierowe po spotkaniu z naszym potem czy deszczem. 



Trasa jest bardzo dobrze oznaczana co nie przeszkodziło mi w tym aby zboczyć z niej. Jestem po prostu mistrzem. W miejscu gdzie było najbardziej niebezpiecznie stał Pan, który nadzorował przejście i ewentualnie pomagał. Jeszcze raz dziękuje za pomoc. 
W ogóle kolejny raz pochwalę Organizarotów bo widać, że tym ludziom się chce i robią to z pasji.

Tym razem nie było Fotografa, więc zdjęcia robił mąż. Jak widać jest ich jak na lekarstwo :D Ale każdy wybiegał z auta i biegł od razu do biura zawodów się schować, potem rozgrzewka, start i z powrotem do środka. Dekoracja zwycięzców również była w środku. Wracając do Fotografa to w jego miejscu (jest tam taka jedna fajna miejscówka do robienia zdjęć biegaczom) stał chłopak, który pokazywał gdzie biec i biedny był tak przewiany i zapewne zmarznięty ale dzielnie stał, znaczy chodził :)



Moje krótkie podsumowanie Biegu Górskiego Nawoja.
Było o wiele lepiej niż się spodziewałam. Treningi przyniosły efekty. Nawet w miejscu stromego podejcia na około 4 km dałam radę bez większych problemów. Biegłam cały czas powoli ale bez większego męczenia się. Nigdzie po drodze nie miałam kryzysów, cały czas posuwałam się do przodu. Największy problem miałam z widocznością. Niestety ale w miejscach gdzie nie było śniegu a leżały liście, wszystko mi się zlewało. ALE będąc w wojsku, mój dowódca plutonu powiedział mi, że Ty nie musisz widzieć co masz pod nogami i patrzyć pod nie. Wystarczy, że będzie je wysoko podnosić do góry, oczywiście miał 100% racji. Łatwiej to jednak wykonać podczas marszu, gorzej podczas biegu. Mimo wszystko próbuje w takich miejscach podnosić nogi wyżej aby się nie wywalić. Najcięższym odcinkiem był długi zbieg na metę. Pomimo, że buty wchodziły w śnieg jak dzik w szyszki to bałam się przyspieszyć. 
Jestem zadowolona z tego jak przygotowałam się w tak krótkim czasie do biegu górskiego. Był to również mój sprawdzian kondycji i zdałam go na 5. Za miesiąc również pobiegnę, mam nadzieję, że już w lepszych warunkach. Jestem bardzo spragniona biegów górskich oraz terenowych i dzięki temu startowi wiem w jakim miejscu jestem i co dalej mam robić. Do zobaczenia na starcie II etapu, 20 lutego.

Zdjęcie ściągnięte ze strony www.gorskibiegnawoja.pl.tl


Zdjęcie ze strony sklepbiegacza.pl

Polecę Wam na koniec kolejny raz moje buty, Innov-8 Mudclaw. Fanstastycznie się w takich warunkach sprawdziły czyli  w mokrym śniegu i błocie. Pośliznęłam się tylko raz na oblodzonych kamieniach ale tam to tylko dałyby radę kolce. Nigdzie mi nie ujechały, trzymały się świetnie podłoża i dzięki temu czułam się bezpiecznie. Zobaczcie na ich podeszwę. 

Zdjęcie ze strony sklepbiegacza.pl


Wrzucam Wam tu jeszcze linka do mojego ostatniego startu w tym biegu w 2020 roku.

Jeśli ktoś chce się zapisać i wystartować lub tylko zobaczyć szczegóły to klikajcie tutaj.

Tradycyjny błąd fotografowania, w tle kosz na śmieci. A Pani Dzikowska powtarzała na szkoleniu, rób selfie na ścianie, na jednolitym tle. Prawie mi wyszło ;) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © MamaBiegaczka , Blogger