Rejs Wisłą do Tyńca

Urodziny to wyjątkowy dzień w roku dla solenizantki/ta. Dlaczego zatem ograniczać się do spędzenia go w gronie najbliższych przy torcie i szampanie? Jeśli jesteś kobietą to na Tobie będzie spoczywać przygotowanie całej imprezy. Jeśli jesteś mężczyzną... prawdopodobnie obudzisz się następnego dnia z bólem głowy. Może zatem warto zrobić coś innego? Ja w tym roku wymyśliłam sobie rejs statkiem do Tyńca. O tym czy było warto i jak to wszystko zorganizować dowiecie się z wpisu.
Rejsów do Tyńca nie jest dużo w porównaniu do rejsów półgodzinnych/godzinnych po Krakowie. Zapewne odstrasza cena oraz czas trwania czyli około 4 godziny. Rodzice również mogą mieć obawy jak ich dzieci wytrzymają tyle czasu prawie bezczynnie. Moje córki nie były jedynymi dziećmi na rejsie, więc jednak da się wytrzymać. Kornela większą część drogi do Tyńca przespała a Diana była zaciekawiona. Moje córki pierwszy raz płynęły statkiem, więc wszystko było nowe. 
 



Największą atrakcją okazało się przepływanie przez śluzę. Nie wiem czy ktoś z Was miał okazję spotkać się z czymś takim. Jeśli nie to napiszę Wam, że całkiem ciekawe to było i czegoś nauczyliśmy się. Mianowicie śluzy regulują poziom wody. Gdy płyniecie do Tyńca, będąc zamkniętym w środku czekacie jak woda wypełni śluzę do pewnego momentu. Trwa to około 15 minut (chyba!). Nam czas płynął szybko, niczym ta woda podnosząca poziom w śluzie. W ogóle jak się okazało nie tylko my pierwszy raz przepływaliśmy przez śluzę i nie wiedzieliśmy co i jak. Po wpłynięciu do kanału, zatrzymaliśmy się przy schodkach, kapitan zarzucił cumy i cisza. Starsza Pani popatrzyła w górę i mówi: no ja po tych schodach na pewno nie wyjdę. Moja mama również powiedziała, że ona tu zostaje i nigdzie nie idzie :D Mała panika zatem nastała. Ja się zastanawiałam, że jak pozwalają zabierać małe dzieci na statek i to z wózkami, to chyba musi być stąd normalne wyjście a nie po klamrach w górę. Na szczęście druga gondola wpłynęła w kanał, wrota się zamknęły i poczuliśmy lekkie falowanie w górę. Na prawdę fajne doświadczenie jak Cię tak woda do góry podnosi. W ogóle już sam mechanizm jest ciekawy, który wpuszcza w kanał tak szybko, takie ogromne ilości wody. Po wyrównaniu poziomu, wrota przed nami się otwierają i już jesteśmy prawie na miejscu. Postój mamy przy pomoście, więc bez problemu wszyscy wychodzą, starsze Panie i wózek też. 
 





W Tyńcu mamy ponad godzinę na zwiedzanie, odpoczynek, co kto chce. Długość pobytu na miejscu jest zależna właśnie od otwierania/zamykania śluzy. Przy pomoście czeka na odwiedzających mała gastronomia. Jednak jeśli ktoś chce zjeść coś lepszego (zapewne i droższego) to polecam udać się do restauracji w Opactwie. Można również posilić się swoim prowiantem jak my :) Jeśli pragniecie kawy to radzę się wstrzymać i wypić ją na górze z pięknym widokiem na Wisłę. I to na pewno bym Wam poleciła. 



Możecie tu również zwiedzić Muzeum, nam zabrakło na to czasu. Dostępne są tu dwie wystawy, stała i czasowa. Zwiedzacie tu też podziemia podziwiając pozostałości zdobień romańskich. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o Muzeum odsyłam Was do jego strony.
Do Kościoła Piotra i Pawła można wchodzić, oczywiście jeśli nie jest w nim prowadzone nabożeństwo. Dajcie znać jak podoba się Wam wystrój. Mnie nie zachwycił. 
Najpiękniejszy w Opactwie jest widok na Wisłę, sądzę, że po drugiej stronie rzeki też są cudne widoki znowu na Opactwo.
 
Czas powoli wracać a powroty jak wiadomo trwają krócej, pomimo, że taka sama trasa na nas czeka. Wpływając do kanału śluzy już wszytko wiemy. Tym razem to poziom wody będzie obniżany co dzieje się szybciej. 
Jako, że jest to rejs poza centrum Krakowa, większa jego część wiedzie dzikimi odcinkami. Podziwiamy soczystą zieleń oraz mieszkające tu czaple. Panuje tu cisza i spokój, nie licząc dźwięku motoru gondoli. Jeśli nie macie dzieci albo zdecydujecie się popłynąć bez nich możecie się tutaj zrelaksować i odpocząć. Aczkolwiek jedna pani w drodze powrotnej była tak zmęczona, że spała na stole, więc siedzenie na statku również może być męczące.
Wracamy około 14. Życie pod Wawelem tętni w przeciwieństwie do godzin porannych. 




Praktyczne informacje.
Rejs. Wszystkie rejsy zależne są od pogody. Wycieczki do Tyńca nie cieszą się aż taką popularnością jak te krótsze, więc spokojnie możecie przyjść na przystań i przed wypłynięciem kupić bilet. Rejsy w zależności od firmy odbywają się w czwartki, soboty i w niedzielę. Jeśli będziecie płynąć gondolą, może wiać i przyda się cieplejsza bluza. Na małych statkach typu gondola (tylko niech mi ktoś nie pisze, że gondola to nie statek ;) nie ma toalety, więc weźcie to pod uwagę, szczególnie mając dzieci. Miejskie szalety są przy Baszcie Sandomierskiej, przy ulicy Smoczej. Jeśli idziecie w stronę Wisły (od ulicy Benedyktyńskiej), do Smoka Wawelskiego szukajcie ich po lewej stronie. Po przypłynięciu do Tyńca, toalet szukajcie na dziedzińcu, koło studni. Są darmowe, przewijak był niedostępny.
Gondole mieszczą 12 osób, wózki dziecięce też. Jeśli popłyniecie z Kraków for You to możecie zostawić wózek u nich na przystani.  
Jeśli chcecie dowiedzieć się w które dni odbywają się rejsy radzę zadzwonić do konkretnego przewoźnika. Kupując bilety tam gdzie ja przez internet, nie możecie kupić mniej niż 6 ulgowych. Coś na stronie nie działa, więc kupujecie bilety w cenie normalnej a na przystani zwracana jest różnica. Radzę jednak zadzwonić do Pana Krystiana i z nim to uzgodnić. 


Tyniec. Najważniejsza informacja to taka, że Opactwo nie jest przystosowane pod osoby poruszające się na wózkach. To znaczy nie ma żadnej rampy, która umożliwiłaby wjazd do kościoła. Droga do Opactwa wiedzie pod górę, najpierw asfaltem a potem czymś ala kocimi łbami. Na dziedzińcu również jest trochę schodów, które należy pokonać przy wejściu do kościoła, na taras widokowy czy kawiarni. 
 




 
 
Jest również sklep gdzie możecie kupić tutejsze wyroby. Ja akurat na nic się nie skusiłam, nawet magnesu na lodówkę nie kupiłam. Nie miałam w ogóle weny do zakupów, nawet Diana na nic mnie nie naciągnęła. 
 


Jeśli chcecie uniknąć tłumów to radzę wybierać poranne rejsy, zwłaszcza te krótsze. Gdy wracaliśmy na Wiśle również zrobił się ruch. Ludzie na statkach wyglądali jak sardynki w puszcze. Jeżeli Wam to nie przeszkadza albo nie możecie udać się na poranne rejsy to przeżyjecie i na pewno wrócicie zadowoleni :)
 
Na samym dole, małymi cyferkami wypiszę ceny tej przyjemności. Koszt dla dorosłej osoby to 120 zł. Ulga dla dzieci i emerytów wynosi... 20 zł czyli bilet kosztuje 100 zł. Kornelia płynęła za darmo (ma 18 mcy), nie pytałam do jakiego wieku to obowiązuje, pewnie do lat 3. 

Czy polecam dla rodzin z dziećmi?
Pewnie, że tak. Samo płynięcie statkiem to już super atrakcja dla dzieci. Co robić z dzieckiem podczas rejsu? Wypatrywać ptaków, zwłaszcza czapli. Myśmy nawet wypatrzyli ich młode, mama dzielnie broniła gniazda i dzieci. Diana również miała ogromną frajdę z machania do osób pływających kajakiem. 
Jeśli nadal boicie się, że Wasze dzieci będą się nudzić to może warto na początek wybrać krótszy rejs?



Jak dojechać? (Przystań Maja i Gucio, Bulwar Czerwieński).
Przystań znajduje się mniej więcej na przeciwko Smoka Wawelskiego. Polecam dostać się tutaj komunikacją miejską. Możecie podjechać tramwajem i wysiąść na przystanku Wawel, pod... Wawelem od strony ulicy Św. Gertrudy. My dojechaliśmy trochę dalej bo na Stradom. Możecie dojechać tu również z drugiej strony czyli od mostu Dębnickiego. Możecie tu podjechać autobusem lub tramwajem i wysiąść na przystanku Jubilat. 
Autem odradzam tutaj przyjazd bo możecie mieć problem z zaparkowaniem, więc i tak będziecie zmuszeni kawałek dojść do Przystani. Zapewne kilkugodzinny postój w centrum również nie będzie tani. 

Przewoźnicy z którymi możecie popłynąć do Tyńca.
Kraków for You. My wyruszyliśmy w rejs z nimi.
 
Jestem ciekawa czy ktoś z Was płynął już do Tyńca? Jeśli tak to podzielcie się Waszymi wrażeniami :)
 
Jeśli chcesz zobaczyć wszystkie miejsca odwiedzone przez Dianę i Kornelię obserwuj #diankamałapodróżniczka oraz #kornelamałapodróżniczka. Jeśli podoba Ci się ten wpis poślij go dalej. Dziękuje :) Jak odwiedzasz miejsca z mojego polecenia nie bój się mnie oznaczać na zdjęciach abym mogła je zobaczyć i udostępnić :) 

Zapraszam do śledzenia mnie na IG (mama_biegaczka) oraz FB (mama_biegaczka)
 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © MamaBiegaczka , Blogger