KGP - Lackowa - najwyższy szczyt Beskidu Niskiego

Mój pierwszy zdobyty szczyt Korony Gór Polskich. Wymyśliłam sobie kolejne wyzwanie i oto jestem. Jednak nie zamierzam tu więcej wracać i mam nadzieję, że to pierwszy i ostatni taki szczyt. Jak mi poszło, jak tu dojechać oraz czy warto tu wchodzić gdy nie zbierasz pieczątek do KGP, o tym w dzisiejszym poście.
 
Zacznę od tego, że bardzo dziwny mi się wydawał czas dojazdu gdy sprawdzałam trasę na mapie. Zaledwie 12 km w pół godziny, bez korków. Tyle km to nawet ja, ślimak drogowy pokonam szybciej. Stwierdziłam, że pewnie będą jakieś podjazdy bo w końcu to góry. Koniec końców, mąż zaoferował się, że tam ze mną pojedzie, wysadzi mnie gdzie trzeba i zajmie się dziećmi. No to w drogę. Wyruszyliśmy i na początku szło gładko. Po przejechaniu kilkunastu kilometrów, według mapy mieliśmy skręcić w lewo. No wszystko dobrze ale gdzie droga? Droga okazała się być wyłożona takimi betonowymi prostokątnymi blokami i tak przez ponad 3 km. W końcu dojechaliśmy do ostatniego punktu gdzie można dojechać autem czyli Końskiej Doliny w Izbach. Jest tam parking gdzie możecie zostawić auto i wyruszyć dalej. 
 

 No to ruszam powoli biegusiem. Skupiam się na tym aby za daleko nie pójść w las i nie skończyć biegając w Słowacji. Skręcam zatem w pierwszą w lewo... co okazuje się błędem. Trzeba wracać. Druga w lewo to właściwa ścieżka. Dalej posuwam się powoli biegusiem. Czekam na spotkanie ze ścianą płaczu. Pierwsze bardziej strome podejście przede mną i po chwili za mną. Chwila oddechu, rzut okiem w górę na to co mnie czeka i ruszam. Na początku wdrapywanie się idzie mi ciężko. Nie pomaga też spojrzenie w górę i... przechylenie się do tyłu. Nie patrzcie w górę. Ruszcie lewą stroną i odbijcie w prawo. Spokojnie wyjdziecie w górę. Gdy pokonacie ścianę płaczu, będziecie już prawie na prostej do celu. Na szczycie znajdują się ławki, na których możecie spocząć i na przykład posilić się. Pieczątka jest oczywiście w skrzyneczce. 




Podczas wdrapywania się na szczyt zadecydowałam, że wrócę inną trasą, niż wchodzę. Gdy zobaczyłam na mapie, że można dojechać autem do miejscowości Bieliczne od razu zadzwoniłam do męża. O dziwo udało nam się jako tako porozumieć przez telefon i wysłać mu inną lokalizację. Aczkolwiek jak z nim rozmawiałam na szczycie to tylko było słychać: gdzie Ty mnie prowadzisz, co to za droga, gdzie ja jadę?! Same przygody. W ogóle na szczycie spotkałam tak niemiłego pana, że aż byłam w szoku. Chciałam się dowiedzieć gdzie ja tam na dole dokładnie zejdę, chciałam się po prostu upewnić. Bardzo chamsko mi odpowiadał,w ogóle tego nie czaje. Bo kurde ktoś może się zgubić w górach i co, trafi na takiego buca i koniec. Ten pan był z dwójką dzieci, które poganiał jak bydło. I to nie koniec historii z panem, czytajcie dalej. Pan ruszył w dół z chłopcami a ja jeszcze chwilę zostałam na szczycie. Ruszyłam po chwili i byłam w szoku, że ich nie dogoniłam, straszne tempo narzucił swoim dzieciom. Ja sobie zbiegałam dalej i w końcu moim oczom ukazał się jakiś mały widoczek. Kolejny czeka Was w przełęczy Pułaskiego. Jeśli macie więcej czasu to możecie podejść i zobaczyć źródła rzeki Białej, które są przed przełęczą. Ja tu odbijam w lewo i biegnę drogą, przez którą co chwile przecina rzeka Biała. Mam szczęście, że jest susza i rzeka jest na prawdę płytka. Biegnę sobie spokojnie, powoli zbliżam się do celu czyli Cerkwi św. Michała Archanioła, widzę nasze auto oraz męża... aż tu nagle na mojej drodze pojawia się czarna krowa. Myślę sobie no to pięknie. Na szczęście krowa odeszła w swoją stronę. Dzieci spały, więc skorzystaliśmy z wolnej chwili i pospacerowaliśmy obok Cerkwi a ja poszłam zobaczyć jeszcze stary cmentarz. Spotkaliśmy tam bardzo miłą Panią z dzieckiem... Po jakiejś chwili pojawiło się stado czarnych krów oraz niemiły pan ze szczytu. Prawie padł jak zobaczył, że jakimś cudem tu trafiłam przed nim. Okazało się, że ta sympatyczna Pani z dzieckiem to jego żona. Teraz ja miałam opad szczeny. 
Największą atrakcją okazały się krowy, dla nich warto było tu przyjechać.  








Szczyt/wysokość/pasmo górskie: Lackowa/997 m.n.p.pm./Beskid Niski
Suma przewyższeń: 400 m 
Trudność mojej trasy: 3/5
Dostępność schroniska/innego schronienia: brak
Dostępność komunikacją miejską: brak dostępności
Widoczki: 1/5
Pokonany przeze mnie dystans: 7,68 km
Czas: 1:44:22  
Czy chciałabym tu jeszcze kiedyś wrócić? Nie 
Czy warto tu wchodzić gdy nie zbierasz pieczątek do KGP? Nie moją trasą. Polecam się tu wybrać na spacer zaczynając od miejscowości Bieliczne i dalej na szczyt albo w kierunku Wysowej-Zdrój lub Ropek.





Informacje praktyczne. 
Szczyt jak dla mnie jest ciężko dostępny komunikacyjnie, jeśli planujecie oczywiście zacząć wędrówkę w Izbach a skończyć w Bielicznej. Jest to również najkrótsza trasa. 
Komunikacją czyli busem lub autobusem dojedziecie do Tylicza, Ropek albo Wysowej-Zdrój. Jednak musicie się liczyć z tym, że zamiast 8 km, zrobicie 2 razy tyle. Jeśli chcecie wyruszyć np. z Wysowej-Zdrój albo Ropek i dojść do drogi prowadzącej do Tylicza (szlak zielony), pokonacie około 30 km. 
Ja mimo wszystko polecam moją trasę bo wchodzicie inaczej niż schodzicie. Ja akurat tak najbardziej lubię wędrować, jeśli mam wybór. Czasem trzeba wrócić tą samą trasą, którą się przyszło. Jeśli wybieracie się tu zimą i planujecie jechać przez Izby i Branicę przygotujcie się na strome podjazdy i zjazdy, zapewne przydadzą się łańcuchy na opony. Z Krynicy macie te dwie drogi do wyboru, krótszą, płaską ale po betonowych blokach albo dłuższą z podjazdami. Jeśli jesteście dobrymi kierowcami to dojazd nie będzie dla Was problem ale jeśli jesteście kierowcami niedzielnymi, jak ja to polecam jedna drogę po blokach betonowych przez Mochniczkę Niżną. 




Jeśli dopiero zaczynacie swoją przygodę z górami to radzę ominąć ścianę płaczu. Po pierwsze droga z Izb jest cały czas zalesiona, więc nawet pół widoku nie uświadczycie. Ja na to bardzo zwracam uwagę w góracj i gwarantuję, że Wy też zaczniecie. Po drugie ściana płaczu, na pewno nie jest tak nazwana dla jaj. Lepiej od pierwszej górskiej wedrówki, nie zniechęcać się. Polecam zatem udać się tutaj z Bielicznej albo Ropek. Podejście z pierwszej miejscowości (co prawda już nieistniejącej) nie jest strome i czekają na Was dwa punkty z widokami. Do tego może Wam również uda się zobaczyć te świetne krowy, które tam wędrują same. Jeśli zobaczycie coś czarnego w krzakach, to zapewne będzie to poczciwa mućka. 






Jeśli chcesz widzieć na bieżąco miejsca, które odwiedzam to zapraszam do śledzenia mnie na IG (mama_biegaczka) oraz FB (mama_biegaczka).

 

 

 










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © MamaBiegaczka , Blogger